Data: 24.01.2010, niedziela

Mróz nas nie zatrzyma!

Trasa: Lasek: Kopiec Kościuszki, Biała Droga, ZOO, Wodociągi, Kopiec Piłsudskiego
Dystans: 32 km
Rowerzystów: 5
Gleb: 1.5
Gum: 1
Snowbike
Ten wyjazd mroził krew w żyłach już kilka dni przed rozpoczęciem, ponieważ prognoza pogody zwiastowała szansę na poprawienie rekordu minimalnej temperatury, w której udało się nam pojeździć na rowerze górskim :)

Do tej pory było to -18 stopni. Wyjazdowym rankiem średnia temperatura dla Krakowa według odczytów z tablic informacyjnych na drogach (patrz 2 pierwsze zdjęcia galerii) wyniosła -20,2 stopnia! Przystąpiliśmy więc do bicia rekordu...

Ze względu na ciężkie warunki zmobilizowałem się na tyle, by zmieścić się w 5 minutach od wyznaczonej godziny startu. Pod mostem czekał już na mnie Azar, Abdul, Maxteusz i po raz pierwszy u nas goszczący Garry. Byli to jedyni rowerzyści, których tego dnia spotkałem;)

Na początek tradycyjnie podjechaliśmy koło Kopca Kościuszki. Podczas krótkiego postoju wymieniliśmy z napotkanym narciarzem uwagi o tym co najbardziej marznie na rowerze, a co na biegówkach. My narzekaliśmy na palce u nóg, on raczej na dłonie.

Zjechaliśmy trochę na przełaj do Białej drogi, a stamtąd terenowym podjazdem dostaliśmy się pod ZOO, gdzie zrobiliśmy przerwę na gorącą herbatę. Okazała się ona zbawienna dla Maxteusza, którego ręce ewidentnie wykazywały syndrom narciarski. Zdjęcie, na którym zwija się z bólu w budce przystanku dobrze oddaje dramaturgię momentu, kiedy ściągnął rękawiczki, by za chwilę chwycić kubek z herbatą i ogrzać przemarznięte palce. Ja jeszcze wtedy nie przemarzłem, za to para na moich okularach owszem - musiałem na nie chuchać i rozcierać chusteczką, by zechciała zejść;)

Po krótkim - dla uniknięcia nadmiernego wyziębienia - postoju zjechaliśmy pod Kamedułów, gdzie po raz kolejny zmierzyliśmy się ze stromym zjazdem wzdłuż muru. Tym razem wszyscy dali radę... także i mi "jeszcze raz się udało", choć nabrałem tym razem takiej prędkości, że do samego końca nie było to wcale oczywiste;) Ponieważ większość komórek dawno już pozamarzała, znów nie mamy żadnego materiału filmowego z tego odcinka.

Na dole pod wodociągami okazało się, że Maxteuszowi trochę zmiękło przednie koło. Abdul zachował jednak zimną krew - co w tych warunkach nie było takie trudne - i zaproponował przeczekanie problemu oraz dalszą obserwację zjawiska, gdy będziemy podjeżdżać. W ogóle mieliśmy wjechać na górę tylko raz, ale jeździło się tak dobrze, że mimo silnego mrozu zrewidowaliśmy plany.

Na podjeździe wyszło na jaw, że Garry jest wyposażony tylko w jedne spodnie, bez żadnej dodatkowej warstwy na nogach! Nikogo więc nie zdziwiło, że zaczął skarżyć się na dokuczające mu podczas jazdy pod górę kolana. Na wysokości Kamedułów zrobiliśmy kolejny postój na herbatę. Przy okazji dopompowałem koło Maxteusza. Zawias mojej rozkładanej Sigmy nie wytrzymał pracy w takim mrozie i się wyłamał, ale udało się osiągnąć przyzwoite ciśnienie, a co ważniejsze uniknąć wymiany dętki, co musiałoby w tych warunkach być bardzo bolesne. Koło się bowiem jakoś cudownie zwulkanizowało i trzymało powietrze aż do rozmarznięcia już w domu:)

Pod Kopcem Piłsudskiego przewinął się pomysł zdobycia jeszcze jego szczytu, ale ze względu na coraz większe przemarznięcie i troskę o kolana Garrego odpuściliśmy. Zjechaliśmy więc przez Wesołą Polanę i wracaliśmy wałami Rudawy. Na samym ich początku Abdul coś przekombinował zjeżdżając z mostku i spadł z roweru na skarpę. Ponieważ nic mu się nie stało, postanowił efektownie wstać, zaliczając najpierw fikołka do tyłu. Skończyło się to zgubieniem rozładowanej komórki w śniegu i jej kilkuminutowym poszukiwaniem, owocnie zakończonym przez Maxteusza.

Udaliśmy się więc w stronę Błoń i Mostu, stopniowo odłączając w miarę, jak komu pasowało najszybciej wrócić do domu. Podczas jazdy przez płaskie i nieosłonięte drzewami tereny przemarzły mi potwornie dłonie. Kiedy dojechałem do domu zastosowałem więc 10 minutową kwarantannę w zimnym garażu, aby nie poddać ich zbyt gwałtownemu i bolesnemu ogrzewaniu.

Mimo pewnych trudności i nie zawsze dostatecznego komfortu cieplnego wyjazd należy zaliczyć do bardzo udanych. Szkoda, że nie było z nami miszcza, który niską temperaturę ma nawet w nazwisku - ale myślę, że jako Ojciec Założyciel będzie z dumą patrzył na ten wynik:)

Na koniec nasuwa się myśl, jak zimno musi być, aby szprychowy wyjazd się nie udał? Cóż, na to pytanie ciągle szukamy odpowiedzi…

Autor relacji:

sara


Uczestnicy:

abdul
Artur
Gleby: 0.5
azari
Piotr Idzi
sara
Michał Sarapata
maxteusz

Gumy: 1
garry
gerard broznowicz
Gleby: 1

Zdjęcia:

Tagi:

mróz rekord ekstrema zima snowbike śnieg Lasek Wolski

Komentarze:

azari
Piotr Idzi
14:59 24.01.2010
Hardkorem wyjazdu zostały garry, który przejechał cały wyjazd w jednych normalnych spodniach! Podczas gdy np. ja miałem 4 warstwy :)
maxteusz

15:26 24.01.2010
No i Garry dobra inauguracja z pełną glebą ;)
U mnie również ważny wyjazd.
1. rekordowy miesiąc
2. pod względem ilości wyjazdów w styczniu przejechałem tyle co w całym zeszłym roku.
3. skok na 6 miejsce w tabeli wszech czasów.
4. pierwsze pół gumy ;) chociaż powietrze trzyma się do teraz ;) Fachowy serwis Sara ;)
miszczu komin
Przemek Mrozek
17:12 24.01.2010
No ładnie, ładnie Gratulacje!!!
No i widzę że z Maxteuszem naprawdę nie ma żartów w tym sezonie, jak tak dalej pójdzie to się okaże że gość wygra wogóle całą klasyfikację i będzie checa.
A po trzecie: co to jest 0,5 gumy?!?!
garry
gerard broznowicz
18:08 24.01.2010
no tak, w trochę sprzętu i ubioru trzeba jeszcze zainwestować, ale kupi co nie jest to przeszkoda żeby trochę pojeździć ;) a przemarznięte kolana dojdą do siebie pewno za jakiś czas..
wyjazd genialny, tak jak myślałem "to będzie wyzwanie" no i było. dzięki chłopaki za niezłą zabawę i potężną dawkę zmrożonej adrenaliny ;)
driver
Krzysztof Bień
19:21 24.01.2010
Panowie, jesteście szaleni :D Tęsknie za rowerem ale mimo wszystko jestem ciepłolubny :P
garry
gerard broznowicz
19:41 24.01.2010
driver, ale w zimie przynajmniej gleby nie są tak bolesne ... chociaż u mnie siniak dojrzewa ...
sara
Michał Sarapata
20:14 24.01.2010
@miszczu: pół gumy, to w tym wypadku dętka, z której niemal całkiem zeszło powietrze, po czym cudownie się na mrozie uszczelniła po dopompowaniu mają sigmą, której plastikowy zawias nie wytrzymał niestety tego mrozu;
maxteusza konsekwentnie próbuję pilnować, ale nie wiem ile tak jeszcze pociągnę ;)
maxteusz

21:47 24.01.2010
To ja może przystopuję trochę, bo jeszcze przestaniecie mnie brać na wyjazdy ;)
Co do dętki to potwierdzam, rower odmarzł i zrobił się zupełny flak.
sara
Michał Sarapata
23:07 24.01.2010
Wręcz przeciwnie maxteusz, jeździj jak najwięcej i z jak największą pasją - takich ludzi nam tu trzeba :)
Nie chcę nawet myśleć, co by było, gdyby ta dętka się nie zwulkanizowała tymczasowo na mrozie i przyszłoby nam ją zmieniać w takich warunkach - mieliśmy szczęście :)
abdul
Artur
14:37 27.01.2010
Dorzuciłem garry'owe foty
azari
Piotr Idzi
18:38 27.01.2010
Fajowskie fotki, widać trochę więcej dramaturgii :)
maxteusz

19:09 27.01.2010
Szczegolnie dramaturie widac jak sie skrecam przy zoo :D No i mial byc moral z wyjazdu, ale zapomnialem wczesniej: "nie prawda jest, ze im wiecej warstw ubrania tym cieplej". W tym przypadku chodzilo o rekawiczki. Mialem dwie pary, wewnetrzna mi przemokla, przemarzla i myslalem ze mi dlonie odpadna :D Jak zdjalem i zostalem w jednych rekawicach to bylo bez porownania lepiej (chwilami nawet cieplo ;)).
garry
gerard broznowicz
10:22 28.01.2010
to fakt, ale morał maxteusza tyczy się jedynie rękawiczek, przy innych częściach odzienia ta zasada się nie sprawdza ;p
abdul
Artur
14:14 28.01.2010
Bo Ty się nie zmoczyłeś :D
garry
gerard broznowicz
13:56 4.02.2010
widzę nową relację ... i jakże poetyckie zakończenie ;) heh
maxteusz

17:22 4.02.2010
5+

Dodaj komentarz: