Data: 13.05.2012, niedziela

Niepowtarzalne trzy setki

Ten wyjazd znalazł się na 3. miejscu w rankingu najlepszych wyjazdów w sezonie 2012

Mapa Przemyśl - Kraków Trasa: Przemyśl - Kraków
Dystans: 325 km
Rowerzystów: 6
Gleb: 0
Gum: 1
Charakterystyka:
Wyjazd szosowy
Wyjazd nocny

Koncepcja i przygotowania


Koncepcja przejechania 300km w jeden dzień, została zaczerpnięta od Furmana z Rowerowania (dzięki za inspirację ;). Trójeczka z przodu wyglądało kusząco, a trasa z Krakowa do Przemyśla - grubo. W zeszłym sezonie nie udało się zaatakować trzech setek. Temat jednak ciągle siedział w głowie.

Propozycja terminu i znaleźli chętni - aż 6 osób! Zaczęły się codzienne analizy prognozy pogody. Zimno jak na maj, trochę deszczu i wiatru. Przyznam, że gdyby nie zebrana ekipa, sam w taką pogodę na pewno bym się nie zdecydował.

Postanowiliśmy jednak wracać z Przemyśla do Krakowa. Do domu zawsze łatwiej się wraca. Start - 2 w nocy. Ostateczne przygotowania, zakupy wąskich slicków do naszych rowerków - szosówek się jeszcze nie drobiliśmy ;) Wszystko wygląda na gotowe.

Marcin i Krzychu wsiedli do pociągu koło południa w sobotę, aby zdrzemnąć się na miejscu. Nocleg w PTSMie - wrażenia podobno bezcenne :) Reszta ekipy, wyjechała wieczorem i zameldowała się planowo o 2:00 w nocy w Przemyślu.

W pociągu udało zdrzemnąć ze 2-3 godziny. Nie za dużo, ale zawsze coś. Na miejscu wita nas deszcz. Rozgrzany, po drzemce, telepię się na peronie jak galaretka :) Montaż lampek, spotkamy chłopaków i w komplecie ruszamy.

0km - 100km


Ciemno ale nasze lampki doskonale oświetlają drogę. Deszcz jednak tak bardzo nie przeszkadza, a za pół godziny w ogóle przestaje padać. Grupa na początku mocno się rwie, ale napieramy do przodu.

W pierwszej setce jest przed nami kilka pięknych serpentyn. Zjazd z pierwszej jest jeszcze po ciemku - wyjątkowo klimatyczny :) Następne dwie już atakujemy o świcie. 4-5 rano wita nas niesamowity śpiew ptaków.

Hotdogi smakują jak nigdy :)Dojeżdżamy do Sanoka stęsknieni za czymś ciepłym. Niestety w niedziele o 6 rano, niewiele się tam dzieje. Nawet McDrive był zamknięty. Marcin wypatrzył na szczęście stację benzynową, która uraczyła nas ciepłą kawą i bezcennymi gorącymi hotdogami :) Posileni uderzyliśmy na Komańczę.


100km - 200km


Za Komańczą czeka nas łagodny podjazd i rozpoczyna malowniczy klimat Beskidu Niskiego. Mi jedzie się tutaj bardzo dobrze. Większe miasteczko przed nami to dopiero Dukla. Jednak nie dolecimy tam jednym skokiem. Robimy krótki postój na jakimś przystanku, bo sklepów jak to w Beskidzie Niskim niewiele. Na liczniku już kolo 150km. Świeżość jazdy powoli i spokojnie znika.

Przed Duklą odwiedzamy jeszcze sklep, gdzie prawie zostaliśmy skrzyczeni ;)
- Ma Pani Powerade?
- Co? Nie, Panie co Pan, my mały sklep!

Były na szczęście wczorajsze drożdzówki i fachowe orenżadki.

Dukle minęliśmy bez postoju i napieramy do Gorlic. Zaplanowaliśmy tam obiad, bo z Gorlic to już bliżej niż dalej. Grupa mocno się porwała. Kryzysy łapały poszczególne osoby w różnych odstępach czasu. Mi się w pewnym momencie tak zaczęło chcieć spać, że zaczynałem dosłownie zamykać oczy.Na szczęście zanim wyłożyłem się na asfalcie, kryzys jakoś minął :)

200km - 300km


Za Nowym Żmigrodem, pękła druga setka. Odcinek trochę bardziej płaski. Żeby jednak nie było zbyt lekko, wiatr niwieluje to nieporozumienie w nachyleniu :)

Pierwsi w Gorlicach meldują się Adaśko, Abdul i Marcin i lokalizują pizzerie. Dojeżdza reszta i czas na jedzenie. Wnieśliśmy rowery do środka zastawiając prawie całe wejście :) Podczas prawie godzinnej przerwy, wyłączając różnego rodzaju nie cenzuralne słowa, w zasadzie nic do siebie nie mówiliiśmy. Herbata smakowała jak nigdy. Gdy przyszła pizza zjedliśmy ją w ciszy.

Przed nami została jeszcze jakaś setka po górkach - taka jedna porządna wycieczka. Jest jakoś po 16. Przesuwamy sobie godzinę powrotu później i później ;)

Ruszyliśmy w bólach na Zakliczyn. Atakujemy kolejny podjazd. Czuje, że przednie koło paskudnie mięknie. Powietrze powoli ucieka. Jeszcze 100km, nie mam zamiaru dopompowywać co chwilę, więc decyduje się na zmianę. Trochę szkoda czasu, bo warto skorzystać z każdej chwili przed zmrokiem, ale nie ma wyjścia. Grupa się dzieli. Moja zapasowa dętka też dziurawa. Na szczęście Adaśko miał działający zapas. Zmiana poszła sprawnie i gonimy ucieczkę. Gdzieś w tych okolicach kolana Adaśka odmawiają współpracy. Na szczęście niedaleko mijamy stacje w Ciężkowicach i tam zostawiamy Adama. Nie fart, 10 minut temu odjechał pociąg do Krakowa. Gdyby nie guma... Następny dopiero za 2h do Tarnowa i tam przesiadka.

Tymczasem znowu zaczął padać deszcz. W tym momencie pierwszy raz pomyślałem, że to może się nie udać. Po ciemku, w deszczu może być słabo. Ale nie ma co myśleć za wiele. Dojeżdżamy resztę chłopaków stacji w Zakliczynie. Deszcz tylko postrzaszył.

Straciliśmy zdolność przyswajania batonów, Poweradów i innych wynalazków. Chwilę jedziemy po głównej i zaraz odbijamy na Wieliczkę. Przed nami Muchówka. Ściemniło się już na dobre. Światełka z powrotem w użyciu, choć im też baterie jakoś słabną.

Przed Muchówką, mała sarna wyskakuje tuż przed Marcinem. następnie wpada w poślizg i zalicza solidną glebę centralnie przed kołami :) Gdyby nie hamowanie, poczuła slicki Marcina na sobie :)

300km - i do końca


Pękło i 300km. Szacun dla Sary że chciało mu się w ogóle zatrzymywać i robić zdjęcie licznika :) Impreza trwa już prawie 20 godzin. Nogi jakoś tam nawet kręcą, ja mam największy problem z koncentracją. Bardzi ciężko patrzeć jak i gdzie jechać.

Krzychu decyduje się odbić z Gdowa na Myślenice, gdzie w drodze ma zostać zgarnięty przez ratowniczkę ;) Ostatecznie jest ściągnięty z trasy już w Gdowie. Z Gdowa do Wieliczki ruszamy więc w czwórkę. Ciężko już wspólnie jechać, bo każdy ma inne tempo. Charakterystyczne fałdy pomiędzy Gdowem a Wieliczką męczą, ale z Wieliczki już tylko w dół więc jest motywacja. W Wieliczce jesteśmy niecałe pół godziny przed północą. Ruchu prawie już nie ma, wiatr nie wieje i na szczęście nie pada.

Do Krakowa wjeżdżamy wszyscy razem. Bieżanów i Bieżanowska - teraz można bardzo dobrze poczuć jej nierówności :) Jeszcze kilka minut i Kraków Płaszów, gdzie jest kończymy imprezę. Zegar na dworcu pokazuje 00:30. Każdy pakuje się do autka i zmyka do domu. Zmęczenie chyba większe od satysfakcji :)

Wyjazd był niepowtarzalny - na pewno długo czegoś takiego nie będzie chciało się nam powtórzyć! ;) Ale co tam, warto było :)

Dane statystyczne


Dystans: 325km
Przewyższenia: około 3500m - 4000m
Czas wycieczki: 22h
Czas jazdy: 18h

Autor relacji:

azari


Uczestnicy:

abdul
Artur
azari
Piotr Idzi
Gumy: 1
krzych
Krzysztof S
marcin
Marcin Musiał
sara
Michał Sarapata
adasko
Adam

Zdjęcia:

Tagi:

szosa Przemyśl

Komentarze:

miszczu komin
Przemek Mrozek
06:27 14.05.2012
Gratulacje!!! i pełen szacun
krzych
Krzysztof S
09:08 14.05.2012
Szacun za walkę. Jakby ktoś miał pomysł na jakiś długi dystans (200km+)... to proszę go nastepnym razem zachować dla siebie. Pzdr! ... ó7o ...
aga
Agnieszka Burczyk
09:15 14.05.2012
No, to opowiadajcie! :D
Gratulacje!
krzych
Krzysztof S
20:59 14.05.2012
Fajna recenzja... ale popraw dystans, bo to 125km to denerwujące :)
azari
Piotr Idzi
21:14 14.05.2012
Poprawione :)
agoo
Agnieszka
22:02 14.05.2012
Gratki! :D Zwariowany wyczyn, aczkolwiek budzi szacun :] Dobrze, że nie skasowaliście tej sarenki/ona Was!
wojtek_bleble
Wojciech Łazowski
23:31 14.05.2012
Pięknie Panowie... podołaliście temu wyzwaniu :)
KarolGT
23:40 14.05.2012
Gratulacje :) faja relacja, satysfakcja musiała być później ogromna :)
dr_watson
Dawid
09:53 15.05.2012
no no, nieźle panowie, gratuluję dystansu i determinacji ;)
Furman
19:32 15.05.2012
Ha...super. Chcieć to móc. Ja mam teraz w planie Sandomierz, ale teraz uziemiony jestem. Może jakoś w wakacje.
mc
Michał
21:04 15.05.2012
Gratulacje i szacunek!
Axi
Arek Biczewski
22:11 15.05.2012
200-parę to jeszcze nie jest tak źle. Ale za 3 z przodu to pełne gratki.

Dodaj komentarz: