Data: 10.03.2007, sobota

Rozkręcamy się - Tenczynek

Trasa: czerwony rowerowy (z pomysłami Sary) - Tenczynek - green way
Dystans: 81 km
Rowerzystów: 3
Gleb: 1
Gum: 0
Po trochę dłuższej przerwie w kręceniu, spowodowanej wzrostem zapracowania wśród szprych oraz wyborem innej formy styrania sie w poprzednim tygodniu, szprychy znowu wyruszyły na szlaki.



Przed dojazdem pod most odwiedziłem MCiego, u którego liczba latek i dętek wynosila zero, a liczba dziur jeden. Niestety podczas takiej zależności, prawdopodobieństwo znalezienia roweru na szlaku jest bliskie zeru. Udało mi sie jednak w moich przestrzeniach piwnicznych znaleźć jedną, ostatnią łatkę.



Tym sposobem niedługo później nasze opony huczały po walach wiślanych. Dojeżdżając pod most nie zaciskaliśmy naszych klamek, tylko skierowaliśmy sie prosto w okolice Balic, gdzie umówiliśmy sie z trzecia szprycha - Sara.



Trasa do Balic minęła szybko, szczególnie pod koniec gdy MC zobaczył na horyzoncie cos co wyglądało na rowerzystkę i nie mógł być obojętny wobec tego odkrycia. Dość konkretnie zwiększył tempo i... szybko okazało sie ze to tylko rowerzysta których ostatnio na szlakach coraz więcej.



W Balicach spotkaliśmy Sarę i razem z radością zaczęliśmy terenowy podjazd który tego dnia był sympatycznie błotnisty. I tak błąkając sie po zabierzowskich terenach dotarliśmy do zjazdu w Kleszczowie na którym MC dorzucił sobie kolejnego punkcika do statystyki glebowej.



Następnie czekał nas asfaltowy podjazd. Sara juz na początku narzucił mocne tempo którym szybko przekonał mnie że trzeba trzymać się jednak własnego rytmu :) I pewnie podjedżał bym sobie tak dalej gdyby nie nowa rzecz która pojawiła sie na mojej kierownicy - pulsometr. Jak to bywa, wraz ze wzrostem wysokości wzrastał sobie puls. Wzrastał sobie spokojnie aż do momentu w którym wymyślilem - a jakby tak przekroczyć 200! Motywacja sie znalazła, trzeba było mocniej przycisnąć i... udało się :) Odpowiednio sie przy tym zmęczyłem wiec dodatkowy banan w sklepie parę minut później był nieunikniony.



Po przerwie sklepowej dalej jechaliśmy czerwonym rowerowym. Bedąc już niedaleko zamku w Tenczynku Sara zaproponował alternatywny kawałek trasy. Choć nie wiem zupełnie ktorędy prowadził - był ekstra!



Został przed nami jeszcze podjazd pod zamek. Chodź siły juz nie swieże i podejście dość sceptyczne - mimo że całości nie udało sie podjechać - jak na marzec byłem z nas dumny! :)



Na zamku chwila przerwy na zjedzenie ostatnich zapasów znalezionych w plecaku i nastał czas na powrót. Piękny zjazd a potem standardowo greenway. Sara odwiózł nas do Mnikowa skąd udał się już w swoje strony dokręcając jeszcze pare kilosów. A my szosa skierowaliśmy sie do Krakowa.



Podsumowując - jeżdzenie pierwsza klasa :)


Autor relacji:

azari


Uczestnicy:

azari
Piotr Idzi
mc
Michał
Gleby: 1
sara
Michał Sarapata

Zdjęcia:

Tagi:

brak

Komentarze:

brak

Dodaj komentarz: