Data: 12.08.2007, niedziela

Piknikowo i wyścigowo nad Kryspinowem

Trasa: Kryspinów - Lasek
Dystans: 40 km
Rowerzystów: 6
Gleb: 0
Gum: 0
Charakterystyka:
Wyścig / Maraton
W sierpniowej wakacyjnej atmosferze, po pierwszej części sezonu mieliśmy już za sobą kilka bardzo hardkorowych wycieczek i startów w zawodach przyszedł czas na odprężenie. Odżył więc pomysł lajtowego wyjazdu piknikowego na który chcieliśmy się wybrać z naszymi mniej zakręconymi połówkami. Z drugiej strony padła jednak kontrpropozycja aby przed zbliżającym się 5 Krakowskim Maratonem, wystartować w zawodach XC w Kryspinowie. Coby wilk był cały i owca syta postanowiliśmy upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i połączyć obie rzeczy.


Buli z Sarą postanowili wystartować, a ja z Azarem oraz Anią i Paulinką, mieliśmy dojechać do Kryspinowa jako kibice. Jako że wyjazd miał być lajtowy spóźnienie pod mostem mieliśmy większe niż zwykle, ale nic to. Korzystając z idealnej wręcz pogody na rower powoli zakręciliśmy korbami w stronę Błoń, Olszanicy i Kryspinowa. Trasę wybraliśmy taką AZSową i w takim też tempie dotarliśmy do Kryspinowa, zastanawiając się o której to miał być ten start?


Teoretycznie każda z blisko dziesięciu kategorii miała startować osobno, jednak z powodu małej liczby uczestników, organizatorzy zdecydowali się na start wspólny. W efekcie, gdy wyluzowana ekipa warczących kibiców dotarła do celu Sara i Buli właśnie kończyli rywalizację, udało nam się jeszcze pokibicować im na finiszu i zrobić po fotce.


Zawody również były w piknikowej atmosferze, więcej było chyba sponsorów niż zawodników. Trasa zawodów była dość trudna, a krótka pętla sprawiała, że czołówka wielokrotnie dublowała ogon wyścigu. Wśród warczących lepszym okazał się Buli, który zajął 8 miejsce, Sara uplasował się trzy oczka niżej zajmując ostatnie miejsce. Bardzo fajnie było zorganizowane rozdanie nagród, które prowadził przezabawny spiker. Główną atrakcją było losowanie skutera pośród wszystkich startujących, niestety szprychy nie miały szczęścia.


Po zakończeniu imprezy udaliśmy się przez Lasek w drogę powrotną. Przy podjeździe do ZOO musiałem niestety skuwać łańcuch. W tym czasie z chmur, które od rana krążyły nad Krakowem spadł deszcz, w zasadzie dużo deszczy. Oczywiście nie byliśmy na to przygotowani, więc próbowaliśmy początkowo przeczekać najintensywniejsze opady. W tym momencie najbardziej zdumiała wszystkich Paulina, która wbrew wszystkim zdawała nie przejmować się deszczem i nalegała żeby jechać od razu. W końcu i tak doszliśmy do wniosku, że nie ma co za długo czekać i w pośpiechu rozjechaliśmy się, każdy w swoją stronę. Jak widać warcząca wycieczka nie może być lajtowa, zawsze musi wydarzyć się coś niespodziewanego ot choćby ulewa, no ale kto by oglądał prognozy..;)


Autor relacji:

miszczu komin


Uczestnicy:

azari
Piotr Idzi
buli
Dominik Grządziel
miszczu komin
Przemek Mrozek
sara
Michał Sarapata
ania
Anna Idzi
paulinka
Paulina Mrozek

Zdjęcia:

Tagi:

brak

Komentarze:

brak

Dodaj komentarz: