Data: 19.06.2004, sobota

Nowe trasy, nowi ludzie...

Trasa: Most - Lasek - Dol. Mnikowska - Rez. Zimny Dół - Rez. Kajasówka - Liszki - Kraków
Dystans: 73 km
Rowerzystów: 4
Gleb: 0
Gum: 0
Jednym z niewielu miejsc pod Krakowem, gdzie jeszcze nie dojechałem na rowerze był Rezerwat Przyrody Nieożywionej Kajasówka. Niestety dojazd tam jest mało zachęcający, ale ostatnio słyszałem, że warto się tam wybrać, więc ułożyłem najatrakcyjniejszą z możliwych tras i podałem propozycję. Odpowiedział Buli i... pewien biker, który jakoś trafił na naszą stronkę i chciał z nami pojechać cytuję: do tej Kajasówki cokolwiek to jest:). Pod mostem stawiło się ostatecznie czterech zawodników: ja, Buli, autor maila Wojtek z kumplem Krzyskiem, potocznie zwanym Łosiem. Na rower Wojtka patrzyliśmy z Bulim z lekką zazdrością. Zadbana Merida na XTR z Manitou Marsem, to narazie maszyna, o której możemy tylko pomarzyć.


Nasza trasa początkowo pokrywała się z zeszłorocznym maratonem, wiodła przez Sikornik pod ZOO, następnie czerwonym szlakiem spod Kopca Piłsudskiego, gdzie Łosiu trochę się wyglebił. Nawet mu się przy tym róg urwał. Szybko się jednak pozbierał i pognaliśmy dalej wzdłuż lotniska by dostać się do Doliny Mnikowskiej, a w zasadzie jej górnej części. Tempo mieliśmy dość mocne, a to za sprawą naszych współtowarzyszy, którzy jak się okazało pochodzą z Krynicy. Póki, co pasowało nam to tempo, tymczasem wjechaliśmy do doliny, gdzie w większej ilości błota znów ktoś skapitulował. Przed dojechaniem do asfaltu skręciliśmy w prawo pod górę na czarny szlak, tu błoto również nie było naszym sprzymierzeńcem i miejscami musieliśmy podprowadzać. No, ale jak po każdej górce musiała być dolina, tak na nas czekał zjazd, który wszystkim bardzo przypadł do gustu. Bardzo zadowoleni nowi znajomi musieli niestety się już odłączyć a my z Bulim ruszyliśmy dalej. Mocne tempo niestety nas mocno zmęczyło, po przejechaniu Zimnego Dołu skończyły nam się zapasy wody i prowiant. Wbrew tym przeciwnościom postanowiliśmy jednak dotrzeć do Kajasówki. Gdy dotarliśmy w końcu do celu, jeździć chciało nam się coraz mniej, marzyliśmy jedynie o wodzie. Dlatego też skręcając w pierwszą lepszą ścieżkę nie trafiliśmy w najbardziej malownicze i atrakcyjne miejsca, dodatkowo żarły nas komary. Postanowiliśmy wybrać najkrótszą drogę do domu, szosą przez Liszki. I tu mój przegrzany mózg zatrybił i przypomniał sobie o tym, że przecież mam bardzo uroczą koleżankę w Liszkach, która na pewno z wielką chęcią napełni nam bidony. Tak też się stało:). Napojeni od razu raźno ruszyliśmy do Krakowa, a Buli znów zapomniał o finiszu do tablicy Kraków:)


Autor relacji:

miszczu komin


Uczestnicy:

buli
Dominik Grządziel
miszczu komin
Przemek Mrozek
wojtek_bleble
Wojciech Łazowski
łosiu
Krzysiek

Tagi:

brak

Komentarze:

brak

Dodaj komentarz: