Data: 13.11.2004, sobota

Dużo błota na 2 urodziny Tequesty

Ten wyjazd znalazł się na 6. miejscu w rankingu najlepszych wyjazdów w sezonie 2004

Trasa: Las Zabierzowski, Dol Brzoskwini, Dol. Mnikowska
Dystans: 70 km
Rowerzystów: 3
Gleb: 0
Gum: 0
Były plany aby w ten weekend wybrać się na 2 dniową eskapade po Beskidzie Makowskim, lecz niestety plany te upadły. Ale automatyczne na ich miejsce wskoczył plan jednodniowej eskapady :) Z powodów problemów zdrowotnych rowerów i ich właścicieli warczało nas tylko trzech, czyli Komin, Buli i Azar. Wstępny azymut został skierowany na Lasek Zabierzowski. Gdy ostatnio byliśmy tam z AZSem to choć przejechaliśmy w nim tylko parę kilometrów Buli wykazał się ładna glebą i skrzywioną przerzutka. Także pytanie rodziło się w naszych głowach - co będzie gdy pojeździmy tam więcej!? :)



Ruszyliśmy wałami Rudawy. Gdy zacząłem narzekać na prognozy pogody, że miał być jakiś wiatr i deszcz i znowu się nic nie sprawdziło - oto zaczęła podać sobie mżawka :) Ale jakoś nam to szczególnie nie zawadzało i tak jechaliśmy i jechaliśmy. i wreszcie zaczął się teren. Teren błotnisty :) Tego dnia nasz Miszczunio Komin, przynajmniej na początku wyjazdu - nie był w formie. Zaowocowało to tym, że na jednym ze zjazdów musiałem krzyknąć lewa wolna i śmignąć obok niego - co natomiast zaowocowało tym, że paręnaście metrów dalej musiałem zaliczyć glebę :) Ale nie pierwszą i nie ostatnią, więc zebrałem się i co się okazało? Wreszcie wyprofilowałem swoją kierownicę ;) Szczegóły na zdjęciach :)


Jakoś międzyczasie Komin zorientował się że dziś przecież 13sty listopada a to oznacza że już dwa lata dręczy swoją Tequeste! Razem więc zaśpiewaliśmy jej "Sto lat, sto lat niech warczy warczy nam..." :)



Dojeżdżając pod zapałkę znaczy radar, Buli zauważył, że ma gumę a raczej w niej dziurę więc pod Radarem mieliśmy przerwę na żarełko a Buli na łatanie dętki :) Dalej warknęliśmy niebieskim szlakiem i obyło się nawet bez gleb. Kolejnym wartym zauważanie elementem był kawałek trasy maratonu, mianowicie taki bardzo fajny stromy zjazd. Miło był tak szybko wytracić tyle energii potencjalnej. Prawie obyło się bez gleb, tzn. ja zaliczyłem dwie, reszta ekipy się obijała i nie zaliczyła żadnej :)



Później mieliśmy przerwę na dalszą konsumpcję. Chyba to był Kleszczów ale pewny to ja nie jestem :) Zjedliśmy co można było zjeść i dalej nasze opony skierowały się na niebieski szlak do Dol. Mnikowskiej, przez Dol. Brzoskwini. I kawałek ten awansował do jednych z moich ulubionych motywów rowerowych. Poza tym Buli znalazł na nim pompkę :) A to może i dobrze bo przy pompowaniu dętki przy radarze swoją zwykła pompką dość zbluzgał ją i w końcu dopompował koło pompką Kominową :) Na szlaku tym znalazła się dość fajna przeszkoda, mianowicie takie dwumetrowe bagienko czy grzęzawisko. Taka kupa mokrego błota lub czegoś podobnego :) Tylko Buli postanowił ominąć je rozsądnie. Natomiast ja z Kominem wpakowaliśmy się w sam środek. Jakoś rozpędem je przejechaliśmy. Z tym że chlapnał na mnie bryzg tej mazi i gdy doszedł mnie jeszcze jej zapach - to szybko ruszyliśmy żeby to przewiać bo zapach był powalający :)



Dotarliśmy do Dol. Mnikowskiej. Jest tam taki jeden mostek na rzeczce. Trochę zbyt nie pewnie na niego wjechałem i tak jakoś zahaczyłem moją profilowaną kierownicą o poręcz i... chwyciłem się tej poręczy ręka zapobiegając lądowaniu roweru i jego właściciela we wcześniej wspomnianej rzeczce :)



Teraz czekał nas asfaltowy kawałek przez do Kryspinów. To chyba gdzieś tutaj Buli wykonał swój sztandarowy numer :) Tzn. na bardziej podjazdowej części trasy pojechał gdzieś daleko przed siebie... daleko... zdecydowanie za daleko żeby usłyszeć nasze nawoływania, że mieliśmy skręcić i trzeba było skorzystać z komunikacji telefonią komórkową żeby kontynuować trasę wspólnie :) Minęliśmy Kryspinów, tor kajakowy i dotarliśmy do ścieżki rowerowej z Tyńca do skałek. Wiaterek wesoło wiał nam plus minus w plecy więc jechało się bardzo sympatycznie. Na skałkach skorzystaliśmy jeszcze z kilku znacznych nierówności terenu i pojeździliśmy to w górę, to w dół. A ze skałek to już każdy powoli zaczął kierować się w swoją domową stronę.



Reasumując wyjazd był baaaaardzo pozytywny :) Dawno się tak nie wywarczałem i dawno nie byłem tak oblepiony błotem. No i w końcu chyba będe musiał zafundować mycie mojemu Authorowi bo już naprawdę bardzo na to zasługuje :)


Autor relacji:

azari


Uczestnicy:

azari
Piotr Idzi
buli
Dominik Grządziel
miszczu komin
Przemek Mrozek

Zdjęcia:

Tagi:

brak

Komentarze:

brak

Dodaj komentarz: