Data: 28.02.2004, sobota

Śniegu, śniegu, jeszcze wiecej

Trasa: Most Grunwaldzi - w strone Tynca - Lasek Wolski - Most Grunwaldzki
Dystans: 41 km
Rowerzystów: 4
Gleb: 0
Gum: 0
Snowbike
Zima trwa nadal, w dodatku znów spadła nowa porcja śniegu. Oczywiście ten fakt nie był w stanie przeszkodzić nam w wyruszeniu na kolejny wyjazd. Ja w końcu uporałem się z moim kołem i zanosiło się na to, że będę miał sprawne hamulce. Pozostali także przyjechali na sprawnych maszynach, wiec spod mostu wyruszyliśmy w stronę Tyńca. Nasz ambitny plan zakładał, że kolejny raz tej zimy dotrzemy tam na naszych rumakach:). Najpierw jednak czekał nas przejazd przez Skałki Twardowskiego. Tutaj przekonałem się jak wiele znaczy mieć dobrą oponę, właśnie pierwszy raz jechałem na moim nowym Nokianie Boazobeana i zdecydowanie łatwiej pokonywało mi się wszelkie zaśnieżone podjazdy. Oczywiście zaczęło to dyskusje, która trwała jeszcze długo, na temat "Wpływ opon na komfort jazdy w zimowych warunkach - porównanie dostępnych modeli". Do żadnych epokowych wniosków nie doszliśmy, bo rzecz jasna, każdy dobrze wiedział, że jego opona jest najlepsza. Po przejechaniu przez skałki doszliśmy jednak do wniosku, że z dojechaniem do Tyńca może być duży problem. Mieliśmy akurat ochotę pojeździć a nie pochodzić wiec zawróciliśmy na Most Zwierzyniecki, co by przeskoczyć do Lasku. Wyjechaliśmy pod Kościuszkę, następnie zaśnieżoną alejką skręciliśmy na ZOO. Rzecz jasna na zjeździe do Starowolskiej Azar musiał doświadczalnie sprawdzić miękkość śniegu. Jednak jego ekspertyza była niewystarczająco wiarygodna, przynajmniej dla Buliego, który postanowił sprawdzić wyniki osobiście (zdjęcia). Następny odcinek, czyli podjazd do ZOO, pokonaliśmy raczej spokojnym tempem. Na górze jak zwykle była przerwa na jedzonko i ustalenie dalszej trasy. Pomysłów było kilka, ale próby ich realizacji kończyły się raczej fiaskiem, choć i tak bawiliśmy się świetnie (zdjęcia). Ostatecznie przetartą drogą wyjechaliśmy pod Kopiec Piłsudskiego by zjechać tak jak ostatnio czerwonym szlakiem i dalej w prawo. Zresztą efektem tego zjazdu była podobna jak ostatnio ilość lotów upadków i innych ciekawych figur, przynoszących wiele radości wykonawcom i oglądającym. Gdy dojechaliśmy do Woli Justowskiej rozentuzjazmowany tłum domagał się więcej. Niestety nie wszyscy mieli na to czas i Abdul pojechał do domu. Reszta ferajny zjechała do Parku Decjusza, by asfaltem wdrapać się znów pod ZOO. Stamtąd zjechaliśmy oczywiście naszym ulubionym żółtym szlakiem w stronę Przegorzał. Ku naszej wielkiej radości na dolnej części szlaku nie było żadnych śladów pieszych ani rowerowych, więc byliśmy pierwszymi, którzy dotarli w ten zakątek bezkresnego Lasku Wolskiego:). Na tym skończyliśmy naszą wyprawę, byliśmy bardzo zadowoleni, jednak po cichu wszyscy czekamy na wiosnę.

Autor relacji:

miszczu komin


Uczestnicy:

abdul
Artur
buli
Dominik Grządziel
miszczu komin
Przemek Mrozek
azari
Piotr Idzi

Zdjęcia:

Tagi:

brak

Komentarze:

brak

Dodaj komentarz: