Data: 24.04.2005, niedziela

AZS, nowy rower Abdula i w ogóle fachura

Trasa: Kraków, Modlniczka, Wąwóz Podskalański, Dol. Kluczwody, Jaskinia Mamucia, Dol. Bolechowicka, Kobylańska, Będkowska, Brama Krakowska i home
Dystans: 83 km
Rowerzystów: 6
Gleb: 0
Gum: 0
Charakterystyka:
Wyjazd AZSowy
Jedną z rzeczy, którą cenie w AZSie jest to, że mobilizuje do jeżdżenia przez cały weekend. Po wczorajszej wycieczce odpocząłem jak mogłem najlepiej i tak punktualnie jak tylko potrafiłem zjawiłem się na Piastowskiej. Oczywiście MC przyjechał po mnie, a o Abdulu i Azarze słuch wszelki zaginął ale, od czego jest technika? Telefon pobudkowy do obydwu i 50% sukcesu - Abdul wskakuje na swój nowy, ledwie dzień wcześniej złożony rower i tworzy jednoosobową grupę pościgową.


Tymczasem ja zgłaszam się na zamykającego grupę i ruszamy raźno w stronę Jaskini Mamutowej. W Rząsce jacyś włosi zatrzymują się przy nas i pytają o drogę na Oświęcim, wyjaśniamy im najlepiej jak się da, zadowoleni żegnają nas radosnym Good Morning!! :). Dalej jedziemy do Tomaszowic i Wąwozu Podskalańskiego. Przy wyjeździe mały zonk, bo dziewczyny, które jechały przed nami pomyliły drogę a my automatic za nimi, ale w końcu się połapaliśmy i dojechaliśmy do reszty grupy, która wypatrywała nas niecierpliwie, może nawet się o nas martwili, no nie wiem. W każdym razie padło hasło, że czas na solidną przerwę i pojechaliśmy w stronę sklepu. Co by nie zmarnować tych wszystkich zjazdów czekaliśmy z MC i Michałem, aż grupa zniknie nam za zakrętem, no i znów pognaliśmy niekoniecznie ich śladem, ale co jak co 20 rowerzystów nie da się ukryć w dolinkach i dopadliśmy ich:).


W między czasie odbywało się naprowadzanie Abdula, który bądź, co bądź przemieszczał się znacznie szybciej niż my. Ostatecznie kontrola ruchu (w mojej skromnej osobie) skierowała go pod Jaskinię Mamutową.


AZS natomiast niespiesznie ruszył Doliną Kluczwody, podziwiając jej piękno z zapartym tchem. Tempo nie powalało, jedna z koleżanek wyraźnie odstawała, no ale jako zamykający nie musiałem czekać na resztę, to oni na mnie czekali :] Wkońcu dotarliśmy na miejsce, Abdul czekał tu na nas ponad godzinę, ale chyba mu się opłacało, chociaż trzeba by jego spytać;) Natomiast nowy rower Abdula, hmmm no zaskoczył nas wszystkich, co tu dużo gadać. Zatwardziały obrońca swojego Oscara Enduro, zmienił ramę na Author Traction 2005, no i jeszcze porządny amor, byliśmy pod wrażeniem nowej czarnej maszyny Abdula.


Teraz nadeszła pora chrztu bojowego, a jak powszechnie wiadomo najlepszym miejscem dla tych celów jest Dolina Bolechowicka:) Tak więc razem z AZSem podjechaliśmy jeszcze do Zelkowa gdzie odbiliśmy na wersje hard, jak to określiła pani Monika. Tak jak wczoraj było nas czterech, z tymże zamiast Marcina był Abdul. Wparowaliśmy do Bolechowickiej, było suchutko, więc jechało się wyśmienicie, nie pamiętam, kiedy ostatnio tak tutaj pędziłem, no aż do zwalonego drzewa, które leży od jakiegoś czasu. Poirytowany ciągłym przenoszeniem rowerów w tym miejscu Buli zaproponował udrożnienie ścieżki. Trochę się namachaliśmy, ale w końcu złamaliśmy nawet najgrubsze gałęzie zagradzające przejazd, po czy triumfalnie przejechaliśmy:) I kontynuowaliśmy rozganianie ludzi w dolince, oczywiście kulturalnie. Trzymając się żółtego szlaku przejechaliśmy Kobylańską by po uzupełnieniu zapasów (dzięki uprzejmości sponsora Abdula) pognaliśmy na kolejny z naszych ulubionych zjazdów do Doliny Będkowskiej, który kończy się głębokim strumykiem. Po raz kolejny świetne warunki umożliwiały naprawdę ostry przejazd i wywołanie niemałej paniki wśród napotkanych osób. Mocno nakręceni ruszyliśmy w górę doliny niebieskim szlakiem w kierunku Ojcowa. Po drodze zrobiliśmy jeszcze fotę przy Dupie Słonia, ale cały czas ograniczaliśmy przerwy do minimum, gdyż jechało się bosko, pogoda była naprawdę wymarzona. Po przejechaniu drogi na Olkusz czekałą nas piękna kręta droga po lesie, na której też daliśmy się ponieść naszym rumakom. W pewnym momencie usłyszałem nawet od MCiego żebym bardziej przycisnął, co zrobiłem z ogromną przyjemnością. I tak wpadliśmy pod Grotę Łokietka, były drobne wątpliwości, który szlak wybrać, ale ostatecznie pozostaliśmy przy niebieskim i oto chodziło... Piękny techniczny zjazd, żeby jeszcze tylu ludzi nie było, ale ubaw na maksa, w żyłach była chyba tylko adrenalina, Buli był gotów wyjechać na górę żeby powtórzyć ten zjazd, całe szczęście obok było źródełko, które schłodziło trochę atmosferę. Na krótkim postoju znów dzieliliśmy się naszymi wrażeniami i ruszyliśmy dalej dolinką do Krakowa. Cóż asfalt był nieco nużący w porównaniu z ledwo pokonanymi zjazdami, ale ostatecznie narzuciliśmy sobie w miarę ostre tempo, by jak rasowy peleton wjechać triumfalnie do Krakowa.

Autor relacji:

miszczu komin


Uczestnicy:

abdul
Artur
buli
Dominik Grządziel
mc
Michał
miszczu komin
Przemek Mrozek
sara
Michał Sarapata
olek
Alfred Delamote

Zdjęcia:

Tagi:

Dolinka Bolechowicka

Komentarze:

brak

Dodaj komentarz: