Data: 7.05.2005, sobota

Błotno deszczowy oraz lajtowy wypad AZSu

Trasa: do Tyńca walami, powrót niebieskim
Dystans: 45 km
Rowerzystów: 7
Gleb: 0
Gum: 0
Charakterystyka:
Wyjazd AZSowy
Pogoda dziś w sam raz na rower, znaczy 10 stopni i przelotny deszcz, który odświeża zasoby błota na trasach. Niestety nie wszyscy doceniają takie wyśmienite warunki, a akurat dziś jechaliśmy z AZSem. Jeszcze na alejach spotkałem Buliego, na miejscu byli już rozpromieniony jak zawsze Azar, oraz Marcin, Sara i Olek. Dużym zaskoczeniem było pojawienie się Kuby, gdyż ponoć miał pękniętą ramę. No i w zasadzie miał pękniętą, tyle, że wszystkiemu winne było to że mył rower!!! Gdyby nie mył roweru nawet by tego pęknięcia nie zauważył;) Niestety okazało się też, że wiadomość o zawodach, które miały się odbyć dnia następnego była tylko wymysłem spragnionych rywalizacji warczących szprych, cóż szkoda.


Ostatecznie po różnych debatach ruszyliśmy leniwie w stronę Tyńca. Niby nic, a jednak zawsze się coś ciekawego zdarzy. Już na wysokości Błoń (czyli po jakiś 800m) jednemu z kolegów rozpruła się opona i wyszedł spory balon. Akurat jechałem wtedy z tyłu. Zatrzymaliśmy się i z Sarą i dr Fukiem myśleliśmy, co by tu zrobić. Problem jednak rozwiązał się sam, po chwili opona rozpruła się jeszcze odrobinę baon najpierw się powiększył, potem zrobił BUM!!! Pechowiec wrócił na piechotę my pojechaliśmy dalej. Zajechaliśmy aż nad Wisłę i już mieliśmy kolejny problem, bo z powodu Cracovia Maraton, pozamykali nawet część dróg rowerowych, ale co to dla nas. Pani Monika przeprowadziła nas przez teren wrogo i ostatecznie, znależliśmy się na malowniczej ścieżce rowerowej biegnącej wałami aż do Tyńca. Oczywiście na tym nudnym asfaltowym odcinku, gdzie zawsze wieje wiatr w twarz nie mogła się przytrafić żadna ciekawa historia. No chyba że znowu komuś coś by się zepsuło albo odpadło:). Tak też dotarliśmy do Tyńca, przy okazji znów zaczęło padać, ale nic to.

Po przerwie na wszamanie zapasów, bo raczej odpoczywać, po czym nie było. Pani Monika zaproponowała powrót niebieskim szlakiem rowerowym. To oczywiście spotkało się z entuzjazmem z naszej strony, gdyż wiedzieliśmy, że ten wariant pozwoli na odpowiednie wykorzystanie warunków pogodowych, a konkretnie BŁOTA :D, przy okazji trasa ta nadaje się także dla reszty zainteresowanych. W zasadzie to chyba nawet zbytnio nikt nie narzekał, nie którzy co prawda nie przywykli do jazdy w błocie ale przecież błoto jest nieodzowną częścią kolarstwa górskiego. Generalnie trasa się podobała, bo i widoków trochę było, trochę pod górę trochę w dół, po prostu coś się działo, a nie taki asfalt, można se było też strumykiem pojechać. A i przy okazji wymyśliliśmy z Marcinem określenie na zachowanie typu: omijanie strumyków, kałuż, błota itp. Od dziś jest to: Nie szprychowe zachowanie.

w ogóle jazda w terenie ożywiła nasze umysły. Gdy pani Monika opowiadała nam o byłym cmentarzu cholerycznym, który założono podczas epidemii cholery, padło pytanie, kiedy była ta epidemia. Odpowiedź autorstwa Buliego: Dawno temu, kiedy jeszcze napędy XT były ośmiorzędowe.:)


I tak w zasadzie minęła nam ta wycieczka, trochę czuliśmy niedosyt patrząc na dystans 40 km, który pokazywały nasze liczniki, ale jakoś nie zdecydowaliśmy się na urozmaicenie końcówki. W zasadzie to wszyscy się nastawili, że na następny dzień będą zawody, no i tak wyszło nijak. Ale spoko spoko, już za tydzień maraton w Wiśle!!! :)


Autor relacji:

miszczu komin


Uczestnicy:

azari
Piotr Idzi
buli
Dominik Grządziel
miszczu komin
Przemek Mrozek
?
skrazt
Marcin
olek
Alfred Delamote
sara
Michał Sarapata
lorzu
Kuba Lortz

Tagi:

brak

Komentarze:

brak

Dodaj komentarz: