Data: 23.10.2005, niedziela

Zkacowany powrót przez Dolinki

Trasa: Miękinia, niebieski szlak rowerowy, Dol, Kobylańska i Bolechowicka, Kraków
Dystans: 50 km
Rowerzystów: 4
Gleb: 0
Gum: 0
Charakterystyka:
Wyjazd AZSowy
Ognisko w Miękini było bardzo udane i skończyło się późno, oczywiście im lepsza zabawa tym gorzej wstać na drugi dzień. Wyjazd oczywiście się opóźnił, ale wyjechaliśmy. Jadąc terenem wspięliśmy się nad Czatkowice, skąd znów można było podziwiać piękny krajobraz. Następnie przechwyciliśmy niebieski szlak rowerowy, którego trzymaliśmy się aż do miejscowości Siedlec. Po drodze jednak było kilka podjazdów, które przyjmowano z mieszanymi uczuciami. Duża część osób nawet nie próbowała walczyć, co rusz ktoś zastanawiał się skąd pod Krakowem wyrosły Rysy. Jednakowoż trasa biegła głównie terenem i był a bardzo atrakcyjna, dzięki czemu wiele osób się przebudziło. Jak zawsze prowadzono rozmowy sprzętowe, pod wpływem skutków poprzedniej nocy zdarzały się rzadko poruszane wątki dodatkowego napędu rowerów. W tym jakże dobrym nastroju, popartym wspaniałą pogodą dotarliśmy do miejsca gdzie kończyła się nasza podróż szlakiem rowerowym, a miał zacząć się asfalt. Niebieski szlak pożegnał nas bardzo ładnym zjazdem, na którym wiele osób gnało powyżej 60-65km/h:) Był to oczywiście doskonały pretekst do pochwalenia się funkcjami liczników oraz poziomem a w zasadzie brakiem instynktu samozachowawczego (oczywiście byłem w czołówce;) Potem przyszła pora na przerwę sklepową, oczywiście był to doskonały pretekst do wyciagnięcia mapy. Była to naturalna alergiczna reakcja na perspektywę 30km asfaltu.


W zasadzie to od początku wiedzieliśmy gdzie zamierzamy dojechać – Dolina Bolechowicka. Była jeszcze tylko kwestia jak tego dokonać i kto się do nas przyłączy. Trasa wynika po prostu z mapy, niebieskim szlakiem do Dol. Będkowskiej, a potem czerwony rowerowy i wszystko jasne:) Na naszą trasę skusił się tylko Tomek, oczywiście oprócz trzech jakże warczących szprych. Na początek oczywiście nie mogliśmy znaleźć tego niebieskiego szlaku, ale jakoś się udało i dalej bez większych przeszkód przemieszczaliśmy się założoną trasą. Była ona oczywiście o niebo atrakcyjniejsza od asfaltowej drogi do Krakowa. Były momenty, że po prostu z wrażenia się zatrzymywaliśmy, co naprawdę jest rzadkością. Tak urzekła nas Dolina Kobylańska, potem jeszcze długo czekaliśmy na MC, który pstrykał w Dolinie Bolechowickiej, robiąc naprawdę piękne zdjęcia. Co do samego przejazdu Bolechowicką to był on zaburzony przez duże ilości pieszych, aczkolwiek obeszło się bez konfliktów. Co prawda nastraszyłem jedną niewiastę czyniąc przed nią kontrolowany poślizg, co do którego kontroli nie była ona przekonana, ofiar jednak wśród osób trzecich nie było. Natomiast ja byłem ofiarą, gdyż zaliczyłem idiotyczną glebę w strumyku będącym jednocześnie drogą dojazdową do Dolinki. Był to ostatni ciekawy akcent. Po nim czekał na nas nieubłagany asfalt, na którym coraz bardziej wychodziło jak dobrze bawiliśmy się zeszłej nocy. Jednak szczęśliwie bez przygód dotarliśmy do Krakowa, kończąc ten ciekawy wyjazd.



Chciałem z tego miejsca pozdrowić cały AZS, a zwłaszcza Dr Fuka, panią Monikę, dziewczyny;) i osoby, które jeździły na nasze bonusowe trasy;)

Autor relacji:

miszczu komin


Uczestnicy:

mc
Michał
miszczu komin
Przemek Mrozek
sara
Michał Sarapata
mdudi
Magda

Zdjęcia:

Tagi:

Dolinka Bolechowicka kac

Komentarze:

brak

Dodaj komentarz: