Z kilku względów ten wyjazd był bardzo wyjątkowy :) Po pierwsze, było to otwarcie sezonu. Tym razem korzystając z wolnego dnia w Święto Trzech Króli, udało się zebrać większa ekipę i wyruszyć na pierwszą trasę w tym roku.
Niewiele brakowało, a już na starcie byłby to jeden z liczniejszych wyjazdów sezonu. Były zakusy, nawet co do 9 osób. Ostatecznie skończyło się na 6. W zasadzie rzutem na taśmę, wyjazd utrzymał się jako szprychowy, bo były tylko 2 szprychy :) Nie mniej jednak cieszymy się też bardzo z licznej ekipy poza szprychowej :)
Pod mostem zameldował się nasz zimowy jeździec Garry, który kręci na rowerze tylko zimą :) Skoro więc śniegu napadało to dał się namówić. Przywędrowała też Magda, dla której był to najdłuższy zimowy wyjazd. A w ramach synergii krakowskiego światka rowerowego ;) przejechał się z nami dr_watson z
Enduro 69 i kamilek, z tejże samej grupy, którego w ostatniej chwili udało się zgarnąć na bulwarach wiślanych.
Abdul, organizator wyjazdu i zarazem solenizant, skierował wyjazd pod ZOO, gdzie spożyliśmy jego zacne limoncello :) Później zjazd do wodociągów, tym razem tą prostszą wersję bez zjazdu koło klasztoru :) Zamiast wracać aleją wędrowników, kamilek pociągnął nas kawałek dalej, w stronę kryspinowa.
Kręcąc tam po lesie, okazało się, że na tym wyjeździe stuknęło mi okrągłe 10 000 km w Warczących Szprychach. Musze przyznać, że zupełnie przegapiłem tą zacną rocznicę, co postaram się nadrobić na następnym wyjeździe. Bo tu jakoś było tak strasznie z zaskoczenia :) Ale co by nie było, to pięć cyferek pękło :)
Przed laskiem odbił kamilek, a my zrobiliśmy jeszcze jeden przejazd koło ZOO i czarnym szlakiem zjechaliśmy na Wały Rudawy. Pod koniec, co poniektórzy odczuli braki jazdy na rowerze w lecie, ale na pewno zima jeszcze nie odpuści, więc będzie okazja do poprawienia formy :)
Tak zakończyliśmy ten wypad w pięknęj zimowie aurze. Co ciekawe, spotkaliśmy dziś więcej rowerzystów niż czasem można spotkać w lato. Między innymi konkurencyjny wyjazd ekipy Enduro 69, którą pozdrawiamy :)