Wyjazd wielodniowy: 1.05.2015 (piątek) - 3.05.2015 (niedziela)

23 dolinki i 1 tatrzański caj

Ten wyjazd znalazł się na 2. miejscu w rankingu najlepszych wyjazdów w sezonie 2015

Mapa Dolinki totalne - dzień 1 Mapa Dolinki totalne - dzień 2 Dystans: 170 km
Rowerzystów: 6
Gleb: 3
Gum: 0
Charakterystyka:
Wyjazd wielodniowy
Dwadzieścia trzy dolinki i jeden tatrzański caj

Podczas ubiegłorocznych zachwytów nad błotem dolinki Zachwytu (11.11.2014) padła idea o zaliczeniu wszelkich dolinek podkrakowskich na raz. Pierwsze estymaty dawały około 120 kilometrów, co jednak okazało się dużym niedoszacowaniem. Zresztą ilość dolinek również. Według MapSource-a wyszło ~160km, co zresztą potwierdziło się w terenie. Ale po kolei.

Punkt startowy na mostku koło Dworku Białoprądnickiego o 9 rano (oczywiście wielkość spóźnienia była odwrotnie proporcjonalna do odległości od punktu startowego), by czerwonym szlakiem jurajskim ruszyć na północ w stronę Ojcowa. W Giebułtowie odbiliśmy na Korzkiew i bezproblemowo zaliczyliśmy pierwszą dolinkę (01 - Korzkiewki). Gruppenfoto na tle zamku i jazda dalej, by po kilku ciekawych i morfologicznie zmiennych formach wrócić na szlak czerwony w dolinie Prądnika (02). Chwila przerwy koło źródła miłości, radość z niepewnej pogody (mniej turystów pieszych) i spokojne pedałowanie via Wola Kalinowska do dolinki Zachwytu (03). Tym razem dolinka zachwyciła początkiem dyscu (nie lej dyscu nie lej, bo cie tu nie trzeba).Przynajmniej było mniej błota. Potem Pieskowa skała, stromy zjazd koło Maczugi Herkulesa (oj niektórzy byli mocarzami zjazdu, oj byli) i żółtym pieszym do Sąspowa. Tam minęła nas kolumna motocyklistów eskortowanych przez Policję i nie były to osławione rosyjskie nocne wilki. Potem tylko spokojny przejazd koło kościoła i pierwsza dłuższa przerwa jedzeniowa w altankach. Wynalazki Karoli i opowieści, by po jakimś czasie doliną Sąspowską (04) wrócić pod Bramę Krakowską. Potem karbońską kostką granitową z Sudetów, co było oczywistym policzkiem dla okolicznych jurajskich wapieni, pod górę do Wierzchowic, by spokojnie zjechać do doliny Kluczwody (05). Tam oczywiście zdjęcie z przygniecionym smokiem (jednak wapienie górą) i zjazd w dół z bonusem w postaci bliskiego spotkania 3 stopnia Abdula z drzewem podczas przejazdu przez mostek. Następnie dolinką Bolechowicką (06) do góry i Kobylanską (07) w dół, by u wrót doliny Będkowskiej (08) spokojnie u Brandysa posilić się piwem i kiełbasą. Dewiacje od tego zestawu źle się kończyły (zwłaszcza od kiełbasy wspinacza). I od tego momentu zaczęły się też pierwsze odchylenia od założonej trasy i ciągnęły się one aż do Eliaszówki (11). W każdym razie najpierw się szukaliśmy wzajemnie, potem szukaliśmy szlaku w dolinie Szklarki (09), a im dalej tym dziwniej. Nawigacja GPS zaczął szaleć i szukać diretissimy, która na ogół okazywała się stromym wypychaniem roweru ku górze. I tak trochę chaotycznie dotarliśmy do doliny Racławki (10), skąd władzę i funkcję przewodnika przejął Sara, by po sadzonkach, jeżynach ("o asfalt" i po asfalcie) przeprowadzić nas do źródła Św. Eliasza (11). Potem już asfaltem dolinką Czernej (12) i Miękinki (13). Po 20:00 dotarliśmy po ciemku do ośrodka AGH w Miękini, gdzie już ostaliśmy się do dnia kolejnego.
Zgodnie z pracami niektórych psychologów alkohol pozwala utrwalić traumatyczne przeżycia, więc przynajmniej nie było problemów z toastami (za kolejne dolinki). A i trunek, tj. Tatransky Caj (0.7l x 62%) ochronił nas przed przeziębieniem i rozgrzewając, dał siły do walki z trudami wieczornych dysput. No i flascyna tyż się skończyła na ostatniej dolince, co należy uznać za wskazówkę, że więcej dolinek tego dnia zrobić się nie dało.
Rano spokojny zjazd do Krzeszowic połączony z postojami: a) zakupowym, b) śniadaniowym, c) kawowym, d) pociągowym. Potem rączy wyjazd zielonym rowerowym i żwawa jazda asfaltem do dolinki Rudnej (14). Dolinka nawet by się nie zapisała w pamięci, gdyby nie błoto, które nawet pchanie pod górę uniemożliwiało. Po podwojeniu wagi roweru o dodatkowe glinokrzemiany pakietowe + organikę, dotarliśmy pod nadajnik, gdzie nastąpiło żmudne usuwanie zbędnego balastu metodą czym popadnie. Na szczęście potem był długi asfalt aż do Mnikowa połączony z wyprzedzaniem traktora. Odcinek ten miał też wymiar edukacyjny, gdyż przypomniał mi po co mam kask, gdy dostałem własnym błotem spod koła w czubek głowy. Później przyjemnie i bezproblemowo dolinka Mnikowska (15) połączona z postojem i pielgrzymką Abdula do ołtarza, dolinka Sanki (16), Borowca (17) i Nielepicka (18). Zwłaszcza w tej ostatniej niezwykle przyjemne były światła drogowe na wszystkich bramach wyjazdowych. Dalej już zjazd dolinką Brzoskwinki (19) i przejazd przez dolinkę Aleksandrowicką (20). Znakowanie czarnego szlaku ("Azymut na żółty dom" ) w owej dolince + próba przejazdu przez mostek samobójców spowodowała, że w ogóle owa dolinka zapisała się w pamięci. Później tylko przez Kleszów do dolinki Grzybowskiej (21), gdzie przerwa batonikowa i pchanie w dół na azymut. Cóż, niektórzy chcieli zamienić nadmiar asfaltu na słabo przejezdne trasy, można i tak. Potem już prosto i na pamięć. Via Szczyglice i dolinę Rudawy (22) do wodopoju, wróć piwopoju, na Błoniach. A i tu czekał nas spektakularny finisz w wykonaniu Miszcza. Rozumiem mieć problemy z wyjazdem z baru, ale wjazdem??? Stąd już tylko pod prąd doliną Wisły (23) na most Zwierzyniecki, myjnia samochodowa w celu pozbycia się pamiątek z dol. Rudnej (14) i dom. Konec.

Podsumowując w myśl zasady, że rzeczy wypunktowane wyglądają mądrzej:
- możliwe jest przejechanie większości dolinek podkrakowskich (total 23/26, planowych 23/23);
- tatransky caj dobry je na vsytko;
- pękniętych gum nie było, ale gleb aż trzy;
- diretissimo-m (tym elektronicznym i tym ludzkim) mówimy kategoryczne nie
- nieciekawa pogoda to dobra pogoda, bo mniej turystów;
- Dolina Pięciu Stawów to nie ten obszar mapy, wąwóz Homole też się nie zalicza;
- Last but not least - nawet da się ze Szprychami 2 dni wytrzymać.

I dzień II dzień Suma
Dystans [km] 103.35 (1) 62.22 (1) 165.55 (1)
174.54 (2)
183.01 (3)
Czas w ruchu [h] 07h52m (1) 03h28m (1) 11h20m (1)
Przewyższenia [m] +1 915 -1 770 (1) +655 -695 (1) +2 570 -2 465 (1)
Prędkość max [km/h] 64.0 (1)
---
51.1 (3)
51.1 (1)
---
53.75 (3)
64.0 (1)
51.2 (2)
53.75 (3)
Wysiłek energetyczny [kcal] 7 100 (1) 2 930 (1) 10 030 (1)

UWAGA 1: Urządzenie pomiarowe: (1) - Polar RC3 GPS, (2) - Garmin Vista HCx, (3) - licznik rowerowy Sigma 1200. Garmin (2) miał ok. 1-2km pauzę I dnia, Polar (1) ma dziurę ok. 1km dnia drugiego.
UWAGA 2: Wartości poddane liczone są od domu do domu. Do miejsca zbiórki 12.9km i 42m45s (1),

Autor relacji:

Maciek


Uczestnicy:

abdul
Artur
Gleby: 2
agoo
Agnieszka
Karola
Karolina
miszczu komin
Przemek Mrozek
Gleby: 1
sara
Michał Sarapata
Maciek
Maciek Dwornik

Zdjęcia:

Tagi:

brak

Komentarze:

miszczu komin
Przemek Mrozek
08:12 4.05.2015
Maciek, świetna relacja. Karbońska kostka granitowa z Sudetów rozbiła system - odkrywam Świat na nowo. Jeszcze raz dzięki za przygotowanie tej wycieczki i wyrozumiałość dla naszych terenowo-azymutowych odchyłów, które jednak zawsze były znakiem firmowym naszych wyjazdów;)
azari
Piotr Idzi
13:07 8.05.2015
Trafiła kosa na kamień, tzn. Abdul na mostek :D

Zajefajna relacja!! :)
azari
Piotr Idzi
23:48 9.05.2015
I zajefajne foty! :)
zimny
Jacek Zimny
13:46 14.06.2015
serwus; tu dawny fan "szprych";

a co z dolinkami na wsch od Ojcowa? licza sie czy juz nie bardzo?;)
Maciek
Maciek Dwornik
16:08 14.06.2015
Moje założenie było takie, że liczą się tylko dolinki umieszczone na mapie "Dolinki Podkrakowskie" wyd. Compass i zawierające w swojej nazwie wyraz Dolina / Dolinka.
Jakoś obszar ograniczyć trzeba było i powyższe kryteria uznałem za naturalne. Osobiście żadnej z dolinek na wschód od Ojcowa (poza Korzkiewki) nie spenetrowałem, więc może następnym razem tamte
miszczu komin
Przemek Mrozek
14:16 15.06.2015
Cześć Jacku. Faktycznie Naramki itp pominęliśmy, granicą faktycznie była szosa Wolbromska, ale i tak sporo tego wyszło. Może jeszcze kiedyś wrócimy do tej koncepcji, bo była bardzo udana, wtedy jeszcze może podrasujemy to trochę. Tak czy inaczej Maciek odwalił kawał roboty z mapą i w terenie żeby to przygotować.

Dodaj komentarz: