Data: 18.04.2006, wtorek
Dzień po świętach przyszedł czas żeby odejść od stołu i podejść do roweru :) Pod mostem stawiło się nas trzech. Abdul i jego odnowiony napęd, MC i ja - Azar. Propozycja trasy padła szybko i jeszcze szybciej została zaakceptowana - zamek w Tenczynku.
Ruszyliśmy więc raźnie i kilkaset metrów dalej mieliśmy wymuszoną przerwe. Spowodowaną tym, że własnie objąłem pierwsze miejsce w ilości złapanych gum w tym sezonie. Kolejna guma raczej mnie nie zachwyciła co zresztą widać na zdjęciu :) Zdecydowanie czas na nową oponę... Akcja ze zmianą dętki poszła naszczęście sprawnie.
Wjechaliśmy na czerwony szlak rowerowy, którego trzymaliśmy się prawie do samego celu naszej wyprawy. Problemów z nawigacją nie było. Choć szlak raz postanowił nas zaskoczyć i zamienić się na biały szlak rowerowy :) Przez chwilę więc punktami orientacyjnym były białe kwadraty. Później naszczęście wrócił do swoich tradycyjnych patriotycznych barw :)
Tempo było dość raźnie a przerwy jeżeli już to krótkie. Głównym powodem tego była pogoda, która była w sam raz do jeżdżenia - natomiast nie do stania w miejscu ponieważ szybko robiło się zimno. Miejscami było całkiem sporo, bardzo przyjemnego, wiosennego błotka.
Dotarliśmy do znanych nam ruin. Pierwszy raz byliśmy tam jednynymi gośćmi. Długo jedno nie zabawaliśmy w przytulnym zameczku, bo znowu zaczęło robić się chłodno. Powrót Greenway'em minał bez większych ekscesów. Padł jednak pomysł aby na zakończenie wycieczki odwiedzić Kopiec Kraka. Z okazji takiej, że było święto rękawki czy czegoś takiego :) i mieli być tam rycerze i takie klimaty. Odbiliśmy więc troszkę z Greenway'a i przez Skałki Twardowskiego, dobiliśmy do Kopca Kraka.
Pod samym kopcem miała miejsce ciekawa gleba :) Probując podjechać pod wzniesienie, poderwało mi rower i powolutku zaczynałem przewracać się. Jadący za mną Abdul, w ostatniej chwili czymś o mnie zahaczył i również w bardzo podobny sposób zaczął się przewracać - z tym że na mnie. Finalnie spadł - nabijając się na jakaś wystającą cześć któregoś z rowerów :) Wszystko jednak toczyło się jakby w zwolnionym tempie, jak w filmie Matrix :)
Sama impreza na Kopcu nie zachwyciła nas specjalnie, więc po strzeleniu archiwalnej fotki, rozjechaliśmy się do domów ku ciepłym obiadkom i prysznicom :)
Rowerowe poświęto
Trasa: czerwony rowerowy, Tenczynek, green way, skałki twardowskiego, kopiec kraka
Dystans: 84 km
Rowerzystów: 3
Gleb: 2.5
Gum: 1
Dystans: 84 km
Rowerzystów: 3
Gleb: 2.5
Gum: 1
Dzień po świętach przyszedł czas żeby odejść od stołu i podejść do roweru :) Pod mostem stawiło się nas trzech. Abdul i jego odnowiony napęd, MC i ja - Azar. Propozycja trasy padła szybko i jeszcze szybciej została zaakceptowana - zamek w Tenczynku.
Ruszyliśmy więc raźnie i kilkaset metrów dalej mieliśmy wymuszoną przerwe. Spowodowaną tym, że własnie objąłem pierwsze miejsce w ilości złapanych gum w tym sezonie. Kolejna guma raczej mnie nie zachwyciła co zresztą widać na zdjęciu :) Zdecydowanie czas na nową oponę... Akcja ze zmianą dętki poszła naszczęście sprawnie.
Wjechaliśmy na czerwony szlak rowerowy, którego trzymaliśmy się prawie do samego celu naszej wyprawy. Problemów z nawigacją nie było. Choć szlak raz postanowił nas zaskoczyć i zamienić się na biały szlak rowerowy :) Przez chwilę więc punktami orientacyjnym były białe kwadraty. Później naszczęście wrócił do swoich tradycyjnych patriotycznych barw :)
Tempo było dość raźnie a przerwy jeżeli już to krótkie. Głównym powodem tego była pogoda, która była w sam raz do jeżdżenia - natomiast nie do stania w miejscu ponieważ szybko robiło się zimno. Miejscami było całkiem sporo, bardzo przyjemnego, wiosennego błotka.
Dotarliśmy do znanych nam ruin. Pierwszy raz byliśmy tam jednynymi gośćmi. Długo jedno nie zabawaliśmy w przytulnym zameczku, bo znowu zaczęło robić się chłodno. Powrót Greenway'em minał bez większych ekscesów. Padł jednak pomysł aby na zakończenie wycieczki odwiedzić Kopiec Kraka. Z okazji takiej, że było święto rękawki czy czegoś takiego :) i mieli być tam rycerze i takie klimaty. Odbiliśmy więc troszkę z Greenway'a i przez Skałki Twardowskiego, dobiliśmy do Kopca Kraka.
Pod samym kopcem miała miejsce ciekawa gleba :) Probując podjechać pod wzniesienie, poderwało mi rower i powolutku zaczynałem przewracać się. Jadący za mną Abdul, w ostatniej chwili czymś o mnie zahaczył i również w bardzo podobny sposób zaczął się przewracać - z tym że na mnie. Finalnie spadł - nabijając się na jakaś wystającą cześć któregoś z rowerów :) Wszystko jednak toczyło się jakby w zwolnionym tempie, jak w filmie Matrix :)
Sama impreza na Kopcu nie zachwyciła nas specjalnie, więc po strzeleniu archiwalnej fotki, rozjechaliśmy się do domów ku ciepłym obiadkom i prysznicom :)
Zdjęcia:





Tagi:
brakKomentarze:
brakDodaj komentarz:
Najbliższe wyjazdy
Aktualnie nie mamy zaplanowanego żadnego wyjazdu. Jeżeli chcesz możesz sam dodać propozycję wyjazdu. Poczujemy się zaproszeni :)
Dodaj najbliższy wyjazd »
Dodaj najbliższy wyjazd »