Data: 25.04.2004, niedziela

Lasek Wolski wzdłuż i wszerz

Trasa: jak wyżej
Dystans: 35.3 km
Rowerzystów: 3
Gleb: 0
Gum: 0
Dzisiejszy wyjazd był nieco zwariowany, a konkretnie jego organizacja, było to tak: planowaliśmy w sobotę pojechać na szlak rowerowy wokół Chorągwicy, potocznie zwany Wielickim, ale niestety, mimo, że przez cały tydzień świeciło słońce to w sobotę lało. No i w tym deszczu cały skład się rozpłynął. Przełożyliśmy wycieczkę na następny dzień oczekując lepszej pogody. No i było trochę lepiej, bo nie padało, ale tym razem nie wszyscy mieli czas. Koniec końców stawił się MC i Buli, który jednak miał tylko 1,5 godziny czasu, nie pozostało nic innego jak Lasek. Pognaliśmy co sił zaczynając od trasy maratonu. Tutaj miała miejsce pierwsza gleba w wykonaniu Buliego, który trochę źle oszacował przyczepność opon na zakręcie. Strat w ludziach i sprzęcie nie było. Od Baby Jagi pojechaliśmy czarnym szlakiem coby ominąć asfalt, dalej wypadło nam pojechać trasą DH. Buli i MC byli tam pierwszy raz i lekkim niedowierzaniem odnosili się do możliwości wykorzystania skoczni do celów ogólno-rowerowych. Ale jak to bywa, akurat w tym momencie pojawiło się kilku cyklistów w integralach, którzy rozwiali te wątpliwości. Myśmy jednak nie spróbowali powtórzyć ich wyczynów. No i tutaj pożegnał nas Buli:(. Ja z MC wyjechaliśmy jeszcze raz pod ZOO, przy okazji spotkaliśmy Grupę Krakrower. Dalej zjechaliśmy sobie pod Klasztor, tak mniej więcej żółtym szlakiem i po krótkiej przerwie i paru zjazdach podążyliśmy za niebieskim szlakiem pod Kopiec Piłsudskiego. Przy okazji minęliśmy kilku bikerów. Teraz czekał nas kolejny zjazd, jeden z fajniejszych, czerwonym szlakiem. No nie powiem niewiele brakowało mi do spotkania z drzewem, ale jakoś mi uciekło spod kół:). Dalej różnymi ścieżkami dotarliśmy po raz kolejny pod Babę Jagę. Przy okazji skorzystałem z jakiejś skoczni, no i powiedzmy mój skok nie był zbyt udany, na szczęście mój amortyzator uchronił mnie przed konsekwencjami mojej nie najlepszej wprawy w skakaniu. Ale trening czyni Miszcza, będę próbował dalej:D. Od Baby zjechaliśmy zielonym szlakiem, gdzie MC zaliczył jakieś krzaki, ale szczegółów nie znam:) generalnie musiało być przyjemnie, bo był bardzo ucieszony:). W sumie już mieliśmy kawałek drogi za sobą, ale mi było wciąż mało i namówiłem jeszcze MCiego na wdrapanie się na Sikornik. Przejechaliśmy sobie lasem do jednostki. Po drodze MC miał bardzo intymny kontakt z jednym z buków, który nie wiedzieć skąd pojawił się na jego drodze:). Należy jednak przyznać Michałowi, ze ten zakręt połączony z przejazdem w poprzek wąwozu był dość trudny technicznie. Ostatnią atrakcja wycieczki była trasa dualowa. Jeśli myślicie, że pojechaliśmy tam po to żeby sobie poskakać to się grubo mylicie, pooglądaliśmy sobie te wszystkie skocznie, hopy, dropy i czego tam jeszcze nie ma, jadąc powoli, co by w jakąś dziurę nie wpaść. Jakoś nam się to udało i cali wróciliśmy do domów.

Autor relacji:

miszczu komin


Uczestnicy:

buli
Dominik Grządziel
mc
Michał
miszczu komin
Przemek Mrozek

Tagi:

brak

Komentarze:

brak

Dodaj komentarz: