Data: 7.02.2004, sobota

Drugi wyjazd

Trasa: Most Grundwaldzki - Lasek Wolski - Radar - Kryspinow - Komin
Dystans: 54.42 km
Rowerzystów: 4
Gleb: 0
Gum: 0
Dziś teoretycznie zaczęły się ferie(na AGH). Praktycznie, co prawda niewiele to zmienia, bo nikt z naszej zakręconej brygady nie skończył jeszcze sesji:(. Najważniejsze jest jednak to, że znów mogliśmy się spotkać szprycha w szprychę. Dziś sezon otwierała "Fizyka", czyli Azari, Buli i Pablo.

Niestety pogoda nie była tak piękna jak tydzień temu, ale i tak było lepiej niż w prognozach, bo przynajmniej nie padało(cały czas). Największym naszym wrogiem był wiatr.. Silny i zachodni. Wyruszyliśmy tradycyjnie spod Mostu Grunwaldzkiego, tempem lajtowym wdrapaliśmy się pod RMF. Tutaj pierwszą usterkę zgłosił Azar. Jego tylna przerzutka nie ściągała łańcuch z największej zębatki, niestety nie mieliśmy pomysłu, co z tym zrobić i pojechaliśmy dalej w stronę ZOO. Na zjeździe do Starowolskiej tym razem ja miałem problem, klocki starły mi się do tego stopnia, że ramiona hamulca haczyły o bok bieżnika. Po zjeździe przestawiłem klocki i hamulec zaczął działać znacznie lepiej niż w ogóle ostatnio. Na podjeździe do ZOO przyszła kolej na Pabla i jego narzekania na korby, ale do tego trzeba się po prostu przyzwyczaić. I tym sposobem po jakiejś 1,5 godziny dotarliśmy pod ZOO. Gdzie mieliśmy okazję obsłużyć dwóch downhillowców pompką.

Dalej udaliśmy się w stronę Chełmu. Tutaj złapał nas deszcz, a w zasadzie ulewa. Przeczekaliśmy go grzecznie i ruszyliśmy dalej. Mój wspaniały plan zakładał przejechanie trasą maratonu do Balickiej i Szczyglic i Dalej pod radar. No, ale jakoś nie wyszło i ostatecznie pojechaliśmy przez Balice. Tutaj dopisało nam szczęście, bo akurat trafiliśmy na lądowanie LOTowskiego Boeinga 737-500:). Dalej asfaltem pojechaliśmy pod Skałę Kmity i w górę pod radar.

Pod radarem mieliśmy postój żywieniowo taktyczny, podczas którego doszliśmy do wielce odkrywczego wniosku, że do Dol., Mnikowskiej to my raczej nie dojedziemy, no może nie nie dojedziemy, ale że wypada wrócić przed zmrokiem. Po krótkiej naradzie nad mapą postanowiliśmy jechać trasą maratonu do Burowa i dalej do domci asfaltem. Zanim jednak dokręciliśmy do Burowa czekała nas kąpiel błotna. Właśnie w czasie tego rytuału miała miejsce awaria ostatniego roweru, który do tej pory nie miał problemów. Buli zebrał, jaki badyl, który wkomponował mu się w przerzutkę wyginając ją, co nieco. Na szczęście nic nie urwał i wszystko dało się wyregulować. Teraz czekał nas asfalt, jedyna rzecz, która nam doskwierała to był brak prowiantu. Jak zawsze najbardziej odczuwał to Azari. Jakoś jednak dojechał do mnie do domu gdzie dostał ku swej wielkiej radości kilka kanapek.

Generalnie wycieczka mocno nas wyczerpała, ale było warto. Jako ciekawostkę należy odnotować, że Azar nie zaliczył żadnej gleby!!!! Mimo, że jechał bez hamulca tylnego. (relacja by Miszczu Komin)

Autor relacji:

miszczu komin


Uczestnicy:

buli
Dominik Grządziel
miszczu komin
Przemek Mrozek
pablo
Paweł Wąsala
azari
Piotr Idzi

Zdjęcia:

Tagi:

Lasek Wolski awaria

Komentarze:

brak

Dodaj komentarz: