Dzień długi i ciepły - a co rzadkie w ostatnich czasach - bez deszczowy. Okazji do jeżdżenie ostatnio niewiele, więc należało wykorzystać miłe warunki i lekki głód warczenia. Zebrała się więc późnym popołudniem, pod mostem, ekipa trzech zacnych jeźdzców.
Ruszyła sentymentalnymi trasami, które dość śliskie się zdawały, o czym jeszcze w Lasku szybko mógł przekonać się jeździec Wojciech. Trasa była wymyślana na bieżąco, minimalizując przy tym asfalt pod kołami. Niezwykle przyjemnie upływał czas i kilometry przy głębokich rozważaniach na wiele życiowych tematów.
W końcu nastał mrok, zapłonęły więc pochodnie, a rumaki skierowały się w stronę domowych zagród. Żeby wszystko to bajką się nie wydawało, jeździec Abdul został uwieczniony na rycinie, załączonej obok.