Data: 7.03.2004, niedziela

No to chodzmy...

Trasa: Most Grunwaldzki - w strone Tynca - Most Grunwaldzki
Dystans: 39 km
Rowerzystów: 5
Gleb: 0
Gum: 0
Snowbike
Zima uparcie trwa, no i nie ma innego wyjścia jak się ciepło ubrać i jechać dalej. Przez ostatni tydzień nie przybyło śniegu wiec założyliśmy sobie, że uda nam się bez większych przeszkód dojechać do Tyńca. Zebraliśmy się tradycyjnie pod mostem. Trzeba przyznać, że nasza grupa jest bardzo dobrze zgrana, bo wszyscy przyjechali równocześnie.... z 15-minutowym opóźnieniem:) Dziarsko ruszyliśmy na skałki gdzie dzisiejszy koncert gleb zaczął... Oczywiście nikt inny, tylko ten sam niezawodny Azar:). Niestety Azar ma pewne braki sprzętowe, tzn. nie ma SPD i w dalszej części wycieczki przewodnictwo w klasyfikacji generalnej objął Miszczu. Należy jednak zwrócić uwagę na to, że gleby Azara mają znacznie wyższy poziom artystyczny:). Także jechaliśmy sobie spokojnie niebieskim szlakiem do Tyńca. Na Skotnikach, spostrzegliśmy innego amatora zimowego uprawiania sportu, konkretnie moto-paralotniarza (zdjęcia). Zainteresowanie było obustronne, lotnik zatoczył nad nami krąg i pozdrowił parę razy. Na Skotnikach także Azar dość znacznie podkręcił tempo naszej wycieczki. Nie myślcie sobie, że to z powodu jego sportowych upodobań, czy chęci intensywnego treningu, nic z tych rzeczy. Powodem była dość komiczna sytuacja, mianowicie Buli za wszelką cenę chciał opowiedzieć Azarowi film, który ten miał dopiero zamiar oglądnąć, oczywiście Azar stawiał mocny opór, a w zasadzie mocno stawał na pedały żeby Buli nie zepsuł mu filmu. Jadąc ulicą Skotnicką chcieliśmy odwiedzić Hajdiego, znajomego, downhillowca, który akurat złożył sobie nowy rowerek. Niestety okazało się, że akurat pojechał na narty. Buli z oburzeniem skomentował to w te słowa: "Powariował, na narty!? W zimie!?!?". No cóż pewne zachowania są dla nas niezrozumiałe:) Jechaliśmy dalej, zjeżdżając na skraj Podgórków Tynieckich kolejny popis dał Azar, w tym wypadku nic nie będę opisywał, to koniecznie trzeba zobaczyć:) W końcu dotarliśmy do miejsca, które wiedzieliśmy, że będzie ciężkie, czy wręcz nie możliwe do przejechania. Postanowiliśmy się wiec trochę zrelaksować. Buli rozpoczął bitwę na śnieżki, jednak nie przewidział jednej opcji, że wszyscy pozostali solidarnie złączyć swe siły przeciw niemu:) Jednak nie było tak źle, bo jesteśmy rowerzystami a nie snajperami. W końcu nadszedł czas na nieuniknione, naszą wspinaczkę (zdjęcia). Tutaj już wszyscy głośno domagali się przyjścia Wiosny. Gdy już pokonaliśmy wzniesienie czekał nas zjazd i już w miarę przejezdna droga do końca. Oczywiście na zjazdach kontynuowany był koncert gleb, w którym każdy miał swoją solówkę. Bardzo ładna figurę wykonał MC, któremu rower troszkę uciekł i przechodząc do pozycji pionowej, skończył na ziemi. Niestety opisanie tego w odpowiednio realistyczny sposób przekracza moje poetyckie możliwości, a naprawdę robiło to wrażenie - wiem, bo jechałem zaraz za nim. Po dojechaniu do końca szlaku postanowiliśmy się posilić, napoić i udać asfaltem do domu. (relacja by Miszczu Komin)

Autor relacji:

miszczu komin


Uczestnicy:

mc
Michał
buli
Dominik Grządziel
miszczu komin
Przemek Mrozek
pablo
Paweł Wąsala
azari
Piotr Idzi

Zdjęcia:

Tagi:

brak

Komentarze:

brak

Dodaj komentarz: