Data: 15.10.2005, sobota

AZS PK Bike Cup

Ten wyjazd znalazł się na 5. miejscu w rankingu najlepszych wyjazdów w sezonie 2005

Trasa: zawody XC w Pychowicach
Dystans: 45 km
Rowerzystów: 7
Gleb: 0
Gum: 0
Charakterystyka:
Wyścig / Maraton
Gdy byliśmy już wszyscy przekonani, że sezon startów się skończył, nieoczekiwanie pewnego wrześniowego wieczora w sieci pojawiło się info o zawodach XC w Krakowie. Startowe nie było tym razem problemem gdyż wystarczył odmówić sobie jednego piwa;) Szybko zebrał się więc skład: ja, Buli, Azar z bratem, Sara i Wojtek oraz dodatkowo obsługa grupy, czyli nasi kontuzjowani Abdul i MC.


Zbiórka przed zawodami miała być o 10 jednak nam się nieco rozsypała gdyż część pojechała o 9 pokazać się na AZSie. Dr Fuk, gdy tylko usłyszał, że są zawody, od razu skierował tam cały AZS, który oczywiście musiałem tam poprowadzić. Na miejscu po załatwieniu biura zawodów, zrobiliśmy objazd trasy z całym AZSem, w między czasie reszta usiłowała trafić na start. Ostatecznie próby te zostały uwieńczone sukcesem, jednak chłopaki mocno pobłądzili. Niestety ze startu zrezygnował Wojtek, któremu wyskoczyło kilka spraw. Było jednak wielu naszych znajomych z sekcji i nie tylko, więc zapowiadała się ciekawa rywalizacja, szkoda tylko że większość z nas nie jeździła prawie wcale przez ostatni miesiąc.


Jednak nie to było najważniejsze, zgodnie z ideą olimpijską liczy się udział. Stanęliśmy więc na starcie razem z resztą mniej lub bardziej zawodowych zawodników. Na sygnał ruszyliśmy ostro, ja jak zwykle na pierwszych metrach byłem najszybszy, ale niestety trasa miała 15km:) Najpierw wyprzedził mnie Sara, jednak nie odjechał mi specjalnie i cały czas miałem go ze 2 miejsca przed sobą. Po kilkusetmetrowej rozbiegówce szeroką drogą wpadliśmy na zawijane techniczne ścieżki, które wiły się niczym... nie wiem co!:) Dzięki temu było można dobrze ocenić ile się ma straty i kogo można dogonić, gdyż na dużej powierzchni krążyło wielu zawodników. Zasadniczo to był mój ulubiony fragment trasy gdyż wymagał on dużej techniki, potem zaczynały się podjazdy... Tu już było gorzej, ile razy zaczynałem mocniej kręcić to przeskakiwał mi łańcuch, więc doganiało mnie i wyprzedzało coraz więcej ludzi. W końcu dogonił mnie też Buli, jednak trasa sprawiała mu wiele trudności i co mnie wyprzedzał to zaliczał glebę. Ostatecznie chyba 5 próba była pomyślna a ja stopniowo patrzyłem tylko jak Buli znika na podjazdach z mojego pola widzenia, przy akompaniamencie strzałów mojego łańcucha. Pod koniec pierwszej pętli śmignął mnie też Miki, ale tu zaskoczeniem był raczej fakt, że stało się to tak późno.


Drugie okrążenie nie przyniosło większych zmian, tyle że może łańcuch bardziej strzelał i zaczynało mi brakować pojemności płuc, bo dawno nie miałem takiego wysiłku. Na trasie odległości pomiędzy zawodnikami zwiększały się, a ja ostatecznie straciłem z oczu Sarę i Buliego. Na trzeciej pętli już bez ograniczeń mogłem delektować się bandami, hopkami i ciasnymi zakrętami, których na trasie było sporo. Nie mogę też ominąć w relacji dopingu, który zapewniali oprócz Abdula i MCiego inni kibice i organizatorzy zgromadzeni na trasie.


Czwarte okrążenie niestety było ostatnim, mniej więcej w połowie zaczęli mnie dublować liderzy. Na samym szczycie zdublował mnie Jacek Dudek. Chcąc mnie zachęcić do zwiększenia tempa, klepnął mnie w ramie i krzyknął berek, niestety mój napęd odmówił posłuszeństwa po raz n-ty, wydając dźwięk jakbym jechał na Kałasznikowie a nie na rowerze. Zdublowani niestety nie mieli szansy przejechania ostatniego okrążenia, więc zjechałem na metę, gdzie czekali Buli i Sara. Zabrakło im zaledwie 500m do wjechania na piąte okrążenie, ale za to Sara był pierwszy wśród zdublowanych, Buli trzeci. Ostatni z naszych na metę wpadł Azar, z rękami ubabranymi w smarze, bo też mocował się z napędem.


W wyścigu mastersów reprezentował nas brat Azara – Paweł. On przyjechał jak zawsze uśmiechnięty, upaprany w smarze tak samo jak brat i podwójnie zdublowany. Oczywiście nikt z nas nie był zawiedziony, bawiliśmy się wspaniale, no może gdyby jeszcze nie było defektów, ale taki urok tego sportu. Zostaliśmy jeszcze na dekoracje, po której było losowanie nagród. Było dla mnie naprawdę miłym zaskoczeniem, gdy z pudła wyciągnięto mój numer, dzięki czemu wzbogaciłem się o katalog.


Jak chodzi o podsumowanie całej imprezy, to była ona dobrze zorganizowana, szkoda tylko że nie pozwolono zdublowanym dokończyć wyścigu, coby mogli czas ze zwycięzcą porównać. Organizatorom należą się wielkie gratulacje za doprowadzenie do skutku tych zawodów i liczymy na powtórki w przyszłości


Autor relacji:

miszczu komin


Uczestnicy:

sara
Michał Sarapata
paweł
Paweł Idzi
miszczu komin
Przemek Mrozek
mc
Michał
buli
Dominik Grządziel
azari
Piotr Idzi
abdul
Artur

Zdjęcia:

Tagi:

brak

Komentarze:

brak

Dodaj komentarz: