Chyba Was....

16.05.2012, środa

czyli przegląd najbardziej spektakularnych wyjazdów szprychowych



Przyglądając się ostatniemu projektowi przejachania 300km w ciągu jednego dnia, naszła mnie refleksja, że tego typu poroninych pomysłów mieliśmy w naszej kilkuletniej historii dość sporo. Są one jednym z wyróżników naszej grupy. Chodzi w nich o to, żeby pobić jakiś rekord, zrobić coś z czego większość osób na starcie by się wycofała niedwuznacznie pukając w głowę. Jednak nam te wyjazdy sprawiają ogromną radość, są powodem do dumy, chociaż części z nich, zarzekamy się, na pewno nigdy nie powtórzymy, tak jak choćby tej szalonej trasy na 330km.

Po śniegu bez płacenia za wyciąg


wrrr :)Dla wielu wciąż jest to rzecz nie do pojęcia, ale dla nas to chleb powszedni. Zimowe jeżdżenie po Lasku Wolskim i Tyńcu jest dla nas jak spacer po bułki z rana. Wszak pierwszy oficjalny wyjazd Warczących Szprych był właśnie po śniegu. Do tej pory na 49 wyjazdach z cyklu Snowbike przejechaliśmy 2178,40 km. Wśród nich jest także wyjazd rodzynek na Gubałówkę. Wyjazdy te dorobiły się u nas nawet swojej oddzielnej kategorii. Dla nas zdecydowanie nie do przecenienia jest fakt jak jazda rowerem po śniegu poprawia technikę jazdy w terenie. Kto potrafi jeździć po śniegu pod górę i w dół, bez problemu poradzi sobie w błocie i piasku w lecie. Przy okazji zabawy jest co nie miara, a upadki w biały puch są znacznie mniej bolesne.

Szprychy marzną...


Pozostając w zimowych klimatach, dwukrotnie udaliśmy się na rower aby pobić rekord zimna. Wycieczki Szprychy marzną, przy -18st. C i Mróz nas nie zatrzyma przy -20st. C, były jednymi z najbardziej ekstremalnych testów jakie przeszliśmy my sami i nasze rowery. Przy takich eksperymentach na pewno nie sprawdzają się hydrauliczne hamulce czy też zwykłe bidony. Nawet kanapka w plecaku potrafi zamarznąć na kość. Mróz niesie również możliwość dokonania rzeczy nawet bardziej mrożącej krew w żyłach, mianowicie jazdy po lodzie. Nam taki epizod przydarzył się całkiem przypadkowo, ale emocje były wielkie i wyjazd Warczące Lodołamacze, choć nie uważamy go za najmądrzejszy z naszych pomysłów jest z pewnością uważany za wyjątkowy.
Dla odmiany w lecie jeździliśmy również przy 35 stopniowym upale (35 Celcjuszów i 35 km :), ale to już zupełnie inna historia.

... i inne zjawiska pogodowe


Jak już kiedyś w jednej relacji napisałem „każda pogoda jest idealna na rower”. Kierując się tą maksymą niejednokrotnie wracaliśmy z wycieczek doszczętnie przemoczeni, ubłoceni i przemarznięci. Nawet jeśli od początku było wiadomo, że tak się to skończy. Mnie w pamięci najbardziej pozostał wyjazd 60 l. wody na metr kwadratowy, który był typowym przykładem ignorowania prognoz pogody. Niby wszędzie mówili że będzie solidnie lało po południu, ale jak wyjeżdżaliśmy to dopiero zbierały się chmury... Przed nami było 120km drogi, z czego 100 pokonaliśmy w strugach deszczu, ostatnie 2 godziny jadąc w ciemności. Były jednak też wyjazdy, które zaczynaliśmy będąc już zupenie przemoczonymi. Niedoścignionym wzorem ambicji jest tu dla mnie Sara, który w 2010 roku stanął na starcie dystansu Giga VIII Maratonu Krakowskiego. Ostatecznie tego wyścigu nie ukończył, ale reszta ekipy na krótszym dystansie Mega w tym samym deszczu zmagała się z błotem jakiego w historii krakowskiego MTB jeszcze nie było. Najciekawszą włąściwością tego błota był fakt, że w bezwzględny sposób ścierało klocki hamulcowe w tarczówkach. Podobnie ciężkie warunki były w 2011 roku na maratonach w Zabierzowie i Krynicy, gdzie z sukcesami startowaliśmy. W Krynicy gdy nas ogarniała ekscytacja przed zmierzeniem się z ekstremalną trasą w ekstremalnych warunkach, większość ekip wycofywała się z zawodów. My jakoś tak mamy, że nie szkoda nam sprzętu i sił by pokonać takie wyzwania. Potem pomimo wielu ciężkich chwil na trasie pozostaje niesamowita satysfakcja, że pokonało się własne słabości, problemy techniczne i inne przeciwności i dotarło do mety.

Beskidy MTB Trophy, z motyką na Słońce


Niebieskie koszulki. I wszystko jasne :)Beskidy MTB Trophy to ponoć najtrudniejszy wyścig MTB w Polsce i jeden z natrudniejszych w Europie. W skrócie opisywany jest mniej więcej formułą: 4 dni, 280km 10000m przewyższeń. Cztery dni ścigania po rasowych górskich trasach, często również w trudnych warunkach to naprawdę ekstremalnie ciężka próba, zwłaszcza gdy nie trenuje się w sposób systematyczny. Dla amatorów takich jak my start w takiej imprezie to bardzo ciężka próba, obarczone sporym ryzykiem nie ukończenia imperzy. Przekłada się to potem na codzienne spędzanie 8 – 12 godzin w siodle, czego można mieć naprawdę dość. I uwierzcie, że nie jednokrotnie się ma, ale ukończenie tej imprezy to nie tylko znana w środowisku koszulka z nadrukiem Finisher, to po prostu pełen szacun. Warczące Szprychy na Trophy startowały trzykrotnie w 2007, 2009 i 2011 roku, rekordzistą jest Azar który skończył wszystkie powyższe imprezy. Do tej pory nie udało nam się znaleźć w Klasyfikacji Drużynowej, więc pewnie znów wrócimy i znów będzie pot, znój i zgrzytanie zębami.

A może nad morze


W 2009 roku pojawiła się koncepcja spróbowania trekingu z sakwami. Wybór padł na Szlak Nadmorski. Szprychy nie były by jednak szprychami, gdyby powyższego szlaku nie chciały pokonać w ekstremalnie krótkim czasie. No i założyli sobie, że wystarczy trochę naciągnąć weekend. I tak 430km ze Świnoujścia do Władysławowa ekipa pokonała w 4 dni. Czasu na zwiedzanie nie było – jak zwykle. Jak zwylke również wszyscy obiecali, że następnym razem trasę rozłoży się na więcej dni – ta akurat;)

Zielona droga i żółty pożeracz


Zasadniczo koncepcje pokonywania wybranych szlaków za jednym zamachem bardzo nam pasują. Właśnie w ten sposób stopniowo zwiększaliśmy nasze życiówki w kategorii dystans dzienny. Pokonaliśmy tak między innymi Żółty Szlak Dolinek Jurajskich i Ziemii Chrzanowskiej (140km w jeden dzień), Rowerowy Szlak Orlich Gniazd (180km w jeden dzień) w ramach JuraMaratonu. Oba powyższe w większości prowadzą poza drogami asfaltowymi. W drodze wyjątku pokonujemy także trasy asfaltowe. Objechaliśmy Tatry dookoła (przy okazji też w ulewny deszczu) i dwukrotnie przejechaliśmy Szlak Greenways na odcinku Kraków – Cieszyn (230 km w jeden dzień). Ten ostatni wyczyn stoi u podstaw przekonania, że pomysł pokonania ponad 300km w jeden dzień był realny. Warto zwrócić uwagę, że wszystkie te wycieczki zostały przejechane na rowerach górskich, w najlepszym wypadku z założonymi cieńszymi oponami.

Wyżej, wyżej


Jako rasowi rowerzyści górscy, oczywiście próbujemy również wyjechać jak najwyżej. Z prób ekstremalnych wymienił bym tu dwie mocno różniące się charkterem. Jednym z donośniejszych naszych rekordów było zdobycie Małej Babiej Góry (1515m n.p.m.) Wycieczka do której przymiarzaliśmy się ze 3 lata okazała się z naszego punktu widzenia totalną klapą i w zasadzie wynieśliśmy rowery na szczyt, a nie wjechaliśmy. Zdarza się, że nasza relacja jest przytaczana ptrzy okazji niekończących się sporów, czy warto jechać na Babią Górę rowerem. My powtarzać jej nie mamy zamiaru. Druga zupełnie inna próba to wjazd na Kralovą Holę na Słowacji (1948m n.p.m.). Cytując mdudi "Przejechaliśmy 200 km samochodem żeby sobie podjechać 12,5 km, a później zjechać - nie zdziwmy się więc, gdy ktoś stwierdzi, że jesteśmy nienormalni :)"

Pijmy szybciej bo się ściemnia

mury osiągnięte Ostatnią naszą przypadłością są wyjazdy nocne. Mają one swój wyjątkowy klimat. Początkowo staraliśmy się jeździć po dobrze znanych nam szlakach Lasku Wolskiego, ale z czasem urozmaicaliśmy sobie te nocne eskapady jeżdżąc w nocy po śniegu, na Turbacz , czy też po prostu całą noc .

Patrząc na powyższe podsumowanie, trochę się tego nazbierało. Jednego jendak można być pewnym, ta lista nie jest zamknięta. Bo gdy na stronie pojawia się propozycja nowego wyjazdu – to wiedz, że coś się dzieje! wrrrr

Tagi:

rekord

Autor:


Przemek Mrozek

Komentarze:

sara
Michał Sarapata
22:36 17.05.2012
Świetny artykuł... zawsze uwielbiałem ten brak zrozumienia w oczach znajomych, którym opowiadałem o naszych pomysłach ;) Zebranie tych perełek w jednym miejscu robi jeszcze większe wrażenie :)
mc
Michał
11:27 19.05.2012
Miło coś takiego przeczytać... nawet jak nie wszystkie trasy się ukończyło, ale przynajmniej niektóre próbowało :)

Dodaj komentarz: